środa, 20 maja 2015

zycie jest po to by zyc a nie istniec i nie ma zadnego "ale"

       

   Zycie jest piekne i trudne, zycie jest okrutne, zycie jest piekne, zycie - jak powinnismy patrzec? 
Czesto slyszymy, ze zycie jest piekne, kiedy sie wszystko uklada, ale kiedy sie potkniemy choc troche, zaznamy jakiegos "nieszczescia" to uwazamy, ze zycie jest zle, trudne i ze Bog jest za to odpowiedzialny, ja nie wyznaje zadnych religii, ale uwazam ze "nieszczescia" czy tez przykre sytuacje sa ludziom potrzebne, niestety taka moja smutna wlasna opinia, bo kiedy jestesmy nagradzani, to nieraz okazuje sie ze stajemy w miejscu uwazajac ze juz wszystko mamy i nie trzeba nic wiecej, kiedy zostajemy obdarowywani dodatkowo, to zaczynaja rosnac nam skrzydelka i mamy sie za niewiadomo kogo, niektorzy popadaja nawet w nazwany przeze mnie "boski syndrom" ale wazne, jest pozniej, bo nagle BOOOOOOM i upadamy tak nisko, jedna sytuacja zla, druga ciagnie i spadamy, skrzydla podciete upadamy i co? jedni wiedza jak i ja, ze to nagroda, wlasnie kolejna nagroda, bo moglo skonczyc sie tak, ze zrobilibysmy komus krzywde byciem za dobrym litosciwym itd, milosiernym, ale zycie nie polega tylko na byciu za dobrym doskonalym, lecz i nedznym, ale uczciwym i pokornym, dopoki jestesmy uczciwi wobec innych i samych siebie, dopoki myslimy o kazdej stronie przy podejmowaniu decyzji, podejmujemy sluszne decyzje, bo "nie ma zlych i dobrych decyzji - sa tylko ich konsekwencje " cytujac Szekspira, jako najlepszy potwierdzajacy cytat, jedna decyzja jest dla kogos dobra, dla drugiego zla, ale pytanie ktora decyzja nie skrzywdzi, wszystko zalezy od tego z jakiej perspektywy spojrzec, ja staram sie patrzec na obie, by podjac ostatecznie dobra decyzje - dobra bo sluszna i uczciwa decyzje, ktore nie zawsze sa takimi jakimi i ja bym chciala aby byly. 
Powiedzialabym, ze ZYCIE JEST PIEKNE W SWOJEJ PROSTOCIE! zacytuje swoj komentarz pod wpisem Arona na Facebook, w ktorym zripostowalam komentarze o tresci 


       "zycie jest piekne i trudne zarazem"
    zycie jest piekne i proste, bo proste i logiczne - pozornie trudne  przyczyny i skutki, roznice, wnioski i skutki ale przeciez nie ma zlych i dobrych decyzji sa tylko ich konsekwencje kiedy zycie zaczyna zatracac dualizm na kazdej plaszczyznie, czlowiek zwyczajnie juz zapomnial, ze to on sam cos podzielil i cos sam ograniczyl zapominajac po co stawiano te ograniczenia, ze te wlasnie ograniczenia zwane regulami - sa poprostu sa cienkimi murami jakie sam postawil by dojsc do celu jakim jest ten mur i go zwyczajnie przewrocic bo za nim nie ma nic czego juz by nie znal:) no i nie ma nic co stworzone przez czlowieka moze ograniczyc cos nieograniczonego jak zycie jako poczatek i koniec zaprojektowane przez STWORCE ktory jest naszym poczatkiem i koncem w jednym, czyz nie? jesli na swiecie sa biliony ludzi, to wiemy, ze kazdy z nich przezyl inaczej swoje zycie, moze wydac nam sie cos podobne, ale nie bd ono takie samo, piekno doznan i rozwoju dla tych ktorzy chca doznawac:) wiec trudne jest dla tych leniwych aby nie wybierac sobie najwygodniejszego zycia jednoczesnie pokornie uswiadamiajac sobie, ze szukanie ulatwien wygody to ludzka cecha - zostala powielona przez spoleczenstwo tworzac jakis nowy system, wyzwanie dla takich ktorzy podejmuja ryzyko, lecz sa i tacy co nie umieja zrozumiec zagadki kto tu jest ponad kim, pomagamy sobie wzajemnie, biegniemy by poznac, pomagajac poznajemy cos nowego, zatrzymujac rowniez, gubiac sie ktos nas prowadzi, i odwrotnie, jest ciekawie, jest harmonia, jest postep i nie ma monotonii i jest inaczej  bo zycie jest niezwykle proste i piekne w tej swojej prostocie, mozna kombinowac i byc przy tym kreatywnym, ale czlowiek moze sie mylic, rozproszyc sie i pogubic nawet w ktorym wlasciwie kierunku idzie to ludzkie jest naturalne, i widocznie chcac rozumem cos udoskonalic oznaczyc, inny czlowiek zapomnial, ze moze zrobic cos na opak i jak gluchy telefon, jeden blad powielany powoduje nieraz katastrofe w naszym przypadku na swiatowa skale totalnie pokrecony system, wg mnie tez PRZYPOMINAJAC nam ta tesknota za tym pierwszym znanym nam stwierdzeniem : zycie jest piekne i proste bo kiedy zejdziemy na bok - ZAWSZE - mozemy wrocic na sluszna droge, Stworca nas na tyle Kocha, ze daje nam mozliwosc wyboru kiedy zechcemy to wrocimy do domu ZAWSZE wystarczy kierowac sie krokiem i kierunkiem jaki dytkuje nam nasze serce, to taki nasz prywatny kompas do domu kiedy mozemy pozwiedzac sami te rajska plaze jaka jest dla nas Nasza Planeta, czujemy to cieszac sie tu i teraz w tym miejscu i momencie bez zadnego "ale" :)uzywamy przeciwienstw by urozmaicac, lecz po coz narzucamy sobie wiecej niz jestesmy w stanie tu i teraz uniesc, wystarczy wyciszyc umysl i uzyc naszego kompasu jaki Nasz Ojciec dal kazdemu bysmy sie nie zgubili lub zapytac o droge bo nie jestesmy sami na wycieczce, sa tez przewodnicy ktorzy moga wskazac kierunek i przydatne znaki, kiedy tylko zechcemy wystarczy poprosic:) to naturalne, ze sie wstydzimy, czujemy podekscytowanie, adrenaline jednak mylnie nazywane stresem ktory trzymamy bo ... chorujemy na Boska zarazliwa jedyna dobra chorobe, szukamy lekarstwa by to zatrzymac, lecz po co? kiedy to jedyna i piekna najwazniejsza choroba - milosc do drugiego czlowieka bez granic i oczekiwan - to ze w sercu spokoj i cisza, to dobry symptom  po coz leczyc sie z choroby, ktora zapewnia nam samouzdrowienie? 
slowa to tylko slowa, slowa sa bronia przerazonych  zycie jest trudne dla przerazonych lecz piekne i proste dla tych, ktorzy nie potrzebuja ich na codzien uzywac by samemu sobie w sercu odpowiadac 

Czesto nie doceniamy tego co sprawia, ze mamy watpliwosci, czesto oceniamy cos za niepotrzebne, czesto bagatelizujemy wage danego doswiadczenia, nie zawsze to co namacalne staje sie dowodem w naszym zyciu ile razy ktos powiedzial, szczescie w nieszczesciu? czy naprawde musimy zostac w sytuacjach w ktorych nie ma czasu na racjonalne wyjasnienia przemyslenia czy podejmowanie decyzji? zwykle w takich sytuacjach nasz umysl nie ma czasu na myslenie, a my "instynktami" podejmujemy "przypadkiem" dobre decyzje, mialam wiele takich doswiadczen, w ktorych podejmowalam decyzje wrecz bezbledne, czesto chodzilo o moje dzieci ich bezpieczenstwo, nie o mnie, ale sie zdarzyly, pamietam je jak dzis, jak nie zawachalam sie ani o sekunde, jak kazda minuta pokazywala plynnie skutki odpowiednie, mimo ze mnie to kosztowalo nieco wysilku, to musze uznac, ze takie sytuacje to tez miedzy innymi choroba przez rotawirus ktory "dostala" moje dziecko w prywatnym zlobku, pierwsza sytuacja jaka teraz sobie wspomnialam piszac ten post , ktora zmusila mnie do dojazdu do szpitala ale nie zamierzam opowiadac o szczegolach, moge tylko przytoczyc, ze wszystko bylo "przeciwko mnie" musialam wiele sie naskakac nad klodami, ale nie potknelam sie i wszystko doskonale sie skonczylo, a ja dostalam piekna lekcje, piekna nagrode, piekne wskazowki, ktorymi sie zaczelam kierowac, ale wiem ze nie kazdy jest jak ja, jednakze, moze ktos jednak probowal tak jak ja, zrozumiec, czemu kiedy nic nie wychodzilo mi jak trzeba, zle "nieszczescia" spadaly jak lawina na mnie personalnie, ale w obliczu zagrozenia dla mojego dziecka "przypadkiem" wszystko potoczylo sie tak, ze nie popelnilam bledu, zastanowilam sie, by zrozumiec, co w innych sytuacjach robilam nie tak, zdarzenia, mysli, sytuacje, ludzie, reakcje, rozwazalam kazdy jeden aspekt az zrozumialam :) uznalam, ze
zycie jest proste, bo przedkladajac wniosek na inne aspekty zyciowe, doszlam do tego, ze to bylo to, przekonalam sie, ze jest troche lepiej, lzej, latwiej, ale ten krok jest trudny, zaryzykowac strate... ja wowczas nie mialam "nic" a wiec nie mialam "nic" do stracenia i zyskalam, o wiele wiecej, bo nie balam sie, poszlam naprzod zburzyc mur :) okazalo sie, ze moglam go o wiele wczesniej, popchnac calkiem lekko, a sam by sie przewrocil, co tez sprawdzilam w dalszych wydarzeniach i mam wlasny dowod na to, ze strach jest nam kompletnie niepotrzebny tak samo jak wymowki :) "jesli chcesz znajdziesz sposob, jesli nie znajdziesz powod" :) tak naprawde to "nic" to nasze wszystko, to my sami, to nasza dusza, ktorej tak nie doceniamy, to "nic" to jest ten Boski wirus (dusza), ktory ulecza, ale Diabel kiedys byl aniolem, najwiekszym sukcesem diabla to to, ze powiedzial czlowiekowi, ze jest klamca i ze nie istnieje - a czlowiek mu uwierzyl :) wystarczy spojrzec odwrotnie na wszystko, zamienic to "nic" kiedy nie mielismy materialnego bytu, zaleznosci od przyjaciol, kiedy bylismy kompletnie sami ze soba w obliczu zagrozenia by zobaczyc, ze ktos wyciaga do nas reke, ufamy, bo nie mamy "nic" do stracenia, okazuje sie ze jest lepiej, a jedyne co potracilismy to to co materialne, odeszli Ci ktorzy mieli odejsc bo nie byli nas warci, nie byli dla nas, ale dla tego co posiadalismy, te "nic" stajac sie wszystkim co mamy, ratuje nas w sytuacjach gdzie myslenie racjonalne nie ma prawa bytu, jestem zdania, ze czlowiek zmieni postrzeganie zycia tylko i wylacznie wtedy, kiedy zostanie zniszczone to co materialne, to co dla niego wazne,kosztowne, by ujrzal, ze pieniadz zacznie wracac do swojej dawnej pierwotnej wartosci ZERO.    

Oczywiscie, ze nie uwazam sie za nieomylna, lecz nie czuje abym byla w bledzie, skupilam sie na subiektywnej opinii, jednakze, kazdy ma wlasne zdanie wlasne interpretacje, chetnie poczytam komentarze, ktore mowilyby cos inaczej :) 

Codziennie wierze, ze wiecej ludzi rozpoczyna zycie, rozpoczyna szanowac blizniego, rozpoczyna nowy rozdzial wlasneo zycia, i wierze, ze przedklada wszystko co sie dzieje, nie nalezy rozpamietywac przeszlosci, ale moim zdaniem nalezy wyciagnac wnioski i pomyslec, co dana sytuacja sprawila ze dzis jestesmy tu gdzie jestesmy, jestesmy tym kim jestesmy, nigdy nie jest za pozno by cos zmienic czy isc naprzod, ale moim subiektywnym zdaniem, zycie jest za krotkie by czekac, bo na co wlasciwie czekacie? :) pozdrawiam serdecznie. Kitty.

piątek, 1 maja 2015

wszystko jest w Tobie samym.

 
 



  Naszla mnie refleksja, zapytalam siebie dzis:" co sie z ludzmi stalo?!". Im wiecej ostatnio rozmawiam tym bardziej serce mi peka, kiedy slysze jak bardzo sie zagubili... Prawda ktora moze uleczyc ich serca, jest tak nieznana dla nich, nie do przewidzenia bo niewidzialna dla rozumu i ich ego, ze nie widza tego co za tym idzie, czy prawda musi byc czyms tak krzywdzacym jak zbrodnie?, czy naprawde potrzebne nam to stawianie sobie murow, byy predzej czy pozniej samemu go burzyc? Czy musimy tyle cierpiec by do czegos dojsc, z czym borykamy sie jakis czas? zmienia sie wszystko, ludzie traca pieniadze, bliskich, prace, zlo z kazdej strony probuje cos uswiadamiac, przeciez byt materialny to tylko nabyte, chwilowe, i tak zanika, poscig za pieniadzem uznany za priorytet tak jakby ten papier byl lekarstwem na bol, nie, nie jest i nie bd w zadnej przyszlosci i nie byl w zadnej przeszlosci - on tylko ulatwia bywanie szczesliwym we wlasnej iluzji jaka rozum podsuwa, ale ilu z Was moze powiedziec ze JEST tu i teraz szczesliwy i wie ze bd i jutro? a jak byc pewnym niewiadomej? to latwe, bo cieszyc sie kazdym budzeniem sie, przezywaniem dnia, zapachem powietrza, widok znajomych twarzy, usmiechow, spiew ptakow, sluchanie muzyki patrzenie na architekture, nature, to jest piekno zycia, by isc naprzod, wystarczy zauwazyc w ktorym momencie stanelismy, zastanowic sie nad przyczynami danych skutkow, zastanowic sie nad tym co mozna bylo inaczej by rozwazyc inne skutki, by wyciagnac wnioski z "postoju" i pojsc naprzod ze soba, swoim zyciem, swoim szczesciem, swoim sercem, teraz wielu ludzi zostalo wyznaczonych do tego by dac odpowiedzi na to czego nie rozumiecie, wystarczy spojrzec troszke dalej niz czubek wlasnego nosa.
Cierpicie nie dlatego, ze spotyka was niewiadomo jakie zlo, cierpicie, bo dusza prosi o to byscie sie zastanowili nad tym uczuciem i wspolnie z nia poszli do przodu, dusza jest po to by doswiadczac zla i dobra - zycia, a jak to ma nastapic, kiedy stoicie w miejscu przyslanieci waszym nedznym czlowieczym mysleniem - rozumem rzekomym zdrowym rozsadkiem - tak zdrowy, bo napedza system ustalajac reguly, zasady, stereotypy? Wykluczcie choc raz na chwile zdrowy rozsadek i pomyslcie ze nie ma rzeczy niemozliwych! nie ma sytuacji bez wyjscia, sa tylko wygodne pozycje przyslaniajace widok na wyjscie i wymowki, ze nie ma bo nie widac, a ilu szukalo? i ilu myslalo nad tym gdzie szukac? ilu chcialo szukac wyjscia z tej iluzji?
     Powiem szczerze, sama calkiem niedawno sie obudzilam z tego melodramatu rodem z kanalu Zone Romantica z kiepska fabula, mialam duzo roznych doswiadczen, zycie bylo moje wielkim CHAOSEM porownac to moge tak : cos jak dojechac spoznionym na nie zaktualizowanych mapach w GPS na najwazniejsze spotkanie w waszym/moim zyciu, w ogromnym pospiechu i stresie, po drodze mandaty, wypadek, jeden drugi, bladzenie , a przed tym wszystkim ogromna strata czasu przez nic nie robienie, bo moglam przeciez wczesniej zaktualizowac mapy w gps i moze bylabym szybciej bez przeszkod, albo okazaloby sie, ze sprzet jest nie sprawny i nalezy zglosic sie do dobrego i uczciwego fachowca od gps (w moim przypadku byl to Aron jako pierwsza osoba ktora mnie naprawila tak bym mogla jechac dalej http://aronjasnowidzdiagnosta.blogspot.com i zmierzac swobodnie w dobrym kierunku na spotkanie) cos zrobic, niz siedziec na tylku szukajac wymowek, odkladajac sprawdzenie map i sprzetu "na pozniej", a pozniej narzekac na nieszczescia po drodze, bo pospiech nieuwaga, ale czy kazdy przezyje te wypadki lub ten ogrom stresu, natloku mysli i nieuwagi oraz konsekwencji? no nie kazdy, bo nie kazdy jest mna, kazdy z nas jest inny, ja moge jedynie opowiedziec jak to u mnie wygladalo. Wierzac w to, ze ktos przedlozy moje doswiadczenia na wlasne zycie, bo kazdy z nas jest zarowno uczniem jak i nauczycielem, niezaleznie od wieku, "subkultury" czy wygladu badz zainteresowan, mozemy sie wzajemnie uczyc od siebie, dlatego to wszystko pisze, liczac sie ze slowami obelg, obrazy, czy tez wielu tlumaczen moich "blednych teorii" nie mam zadnych teorii, mam doswiadczenia, porownania i umiem to opisac i tyle, ja aktualnie przestalam sie spieszyc wiem, ze moj GPS jest naprawiony i ma wgrane nowe mapy, teraz tylko szukam kartki z adresem do miejsca docelowego, gdzie to spotkanie sie odbedzie, czyli jestem kroczek do przodu niz wielu z Was... moge was pokierowac, na ludzi ktorzy znaja droge, ktorzy moga was naprawic, wyrzucic niepotrzebne czesci, ktore "zly czlowiek" podczepil do waszego auta czy samego urzadzenia gps, ze nie dziala sprawnie, wystarczy napisac, zapytac, a odpowiem na tyle na ile potrafie odpowiedziec, bo sama jestem w drodze, ale tez moge odeslac do tych ludzi, ktorzy chetnie udziela Wam informacji na stresujace was pytania, czy tez rozchwieja watpliwosci kiedy zasieg sie zgubi a Wy uznacie ze moze zaczynacie gdzies bladzic w uliczkach bez swiatla.
    Wspolczuje tym, ktorzy powiedza, ze nie mam racji BO, no wlasnie wymowka, nie ma zadnego "bo" ani "ale" jest tyle piekna na swiecie, cala podroz jest przesiana pieknem i spokojem, no a wielu z Was - no sami zakmneliscie sie w swiecie materialnym polegajacym wylacznie na konsumpcji, w poszukiwaniu jedynie zewnetrznego materialnego dobra, mozna byc zewnetrznie atrakcyjnym z pieknym wnetrzem, mozna kochac bezgranicznie i byc kochanym bezgranicznie, moze zapanowac harmonia w rozumowaniu kazdego czlowieka i duszy, jest Bog, jest Stworca inaczej nie byloby "przypadkow" "farta" itd. przede wszystkim nie bylo by WAS/NAS - bo kto odpowie mi na pytanie "co bylo pierwsze kura czy jajko?" no nie znam odpowiedzi naukowej co znaczy ze ktos to stworzyl, przykladow pytan znajdzie sie wiele, sama fizyka kwantowa jest oparta jedynie na prawdopodobienstwach, ludzie dali temu dowod na istnienie energii i zaobserwowali zaleznosc jak ona dziala, tak ale nie maja dowodow na to, wierza tak jak ja i inni ludzie w jednego Stworce ktory nie daje granic, nie daje zasad, sa zaleznosci ale nie sa to zasady, poprostu wystarczy odrzucic wszelkie religie, magie, zaklecia, nauke, ksiegi, jedynie wystarczy odciac sie od wszystkiego co narzuca jakies reguly zasady, co ogranicza nasza wyobraznie i kreatywnosc, zamyka swiadomosc i logike, sile dedukcji oraz usypia instynkty, przeczucia, moim osobistym subiektywnym zdaniem powoduje to lęk, strach przed czym co mogloby sprawic ze nasz dotychczasowy swiatopoglad byl bledny, strach to uczucie ktore ego sobie przyswoilo do obaw przed nieznanym, co wg mnie pierwotnie sluzylo, jako przestroga, przed popelnieniem tego samego bledu ponownie w innej nieznanej nam sytuacji, jakie to podobne, a jakie jednak zupelnie inne nieprawdaz?       Dla podsumowania mojej refleksji dopisze jeden watek, jaki czesto powtarzam,

      Tak jak galaktyka jest niezbadana i nieskonczenie wielka, tak i czlowiek wraz z dusza nie ujrzy konca czy granic wlasnego rozwoju i doceniania piekna zycia, nie ma czego sie bac, mozna isc naprzod, z lekkim sumieniem z poczuciem wolnosci ducha podziwiac to co jest tu i teraz, i cierpienie odejdzie, bo zrozumiecie ze nigdy nie byliscie sami, ile razy ktos otarl sie o smierc? widzial ducha? czul czyjas obecnosc? to fakty, prawie kazdy cos takiego przezyl i co? da sie zignorowac ten fakt by pozniej szukac wytlumaczen naukowych dla uspokojenia glodu wlasnego rozumu wraz z ego czyz nie? da sie tez zupelnie odwrotnie, odrzucic nauke na tyle by przyswoic informacje i je zignorowac by zostaly zapamietane i odrzucone, (jak to co w poprzedniej sytuacji bylo czyms niewidzialnym, nieznanym na co nasz rozum zareagowal jako strach? niepokoj? albo nadchodzaca lekcja przed sprawdzianem), by pozniej uwierzyc sercem, w te dowody jakie odczuwamy naszym wnetrzem dusza, choc nieraz wzrokiem, tak by i mogl rozum uwierzyc odnajdujac te "dowody" ktore sa jak do tego momentu nieznane,  jak i nieprzewidywalne by zaczal laczyc to wszystko w logiczna calosc, calosc laczaca sie jedno z drugim ird, i nie bd potrzebne zadne dowody "namacalne" czy ktos kiedys dotknal dlonia milosci? a jednak w nia sie wierzy, mowi ze kocha, dotknal ktos istoty nienawisci? no tez nie a to wymysl naszego rozumu, w ktory wierzymy i wiemy ze jest, jest bo czujemy, nasz rozum poprostu zamienil odczucia zamieniajac je w synonimy czy znaczenia bliskoznaczne jak to woli np, moim zdaniem - ateizmu nie ma, czlowiek wierzac sam w siebie, wierzy przeciez we wlasnego ducha, czyli
w Stworce, ktory obdarzyl nas ta wlasnie dusza, z czastki niego samego, dowodem jest to ile osob nazywacie przyjaciolmi, bratnimi duszami, ile osob jest do was podobnych ze mozecie tworzyc "subkultury" grupy itd? , Wierzac w siebie, sila logiki i dedukcji poprostu wierzycie w Boga, ale czemu tak czesto robicie wowczass z siebie boga po czym narzekacie, ze spotyka Was jakas "kara"? pieknie to zostalo ukazane w filmie Marvela "Thor" kiedy czekajac na tron dopadla go rzadza wladzy, wlaczyl sie przerost formy nad trescia i jakie byly tego pozniej konsekwencje, stracil na jakis czas swoj mlot cytuje "mlot jako narzedzie tworzenia jak i niszczenia"?? wyciagnal wnioski z tego ale jakim kosztem prawda zostal pozbawiony wlasnych mocy? Jednakze te zuchwale czyny wlasnie sprawily, ze dopoki nie odrzucil dumy, zarozumialosci, jego boskosci nie byl zwyczajnie godzien posiadania mlota, jako narzedzia do niszczenia tego co nieporzebne, by moc zbudowac cos nowego, lub przebudowac stare. jak powiedzial doktor wychodzac ze szpitala psychiatrycznego, kiedy okazawszy sie ze mial racje, powiedzial "jakie to wspaniale uczucie przekonac sie, ze to swiat oszalal, a nie Ty". znakow jest wiecej, codziennie gdzies je mozecie ujrzec.
Tym samym tak to wyglada wlasnie ile od siebie dajesz, tyle dostaniesz, nie zaznasz cierpienia wiecej niz tyle ile jestes w stanie udzwignac, pozostaje zatem teraz pytanie tylko jak bardzo bezgranicznie chcesz cos od siebie dac, w jakim celu, co Cie motywuje do tego bys cos zmienial no i jak bardzo nie oczekujesz konkretnych "nagrod" za to co robisz, bo to co dasz wroci zawsze niemal natychmiastowo ale niekoniecznie w takiej postaci jakiej chcesz, pomagajac komus, daj mu wybor, jesli wybierze inaczej jak bys chcial, to on dopiero w przyszlosci sie dowie czy postapil slusznie, nie tyczy ona juz Ciebie, bo to Twoja reakcja na jego decyzje bedzie tym, na co Ty zasluzysz w rzeczywistosci. tak samo jesli ktos Cie skrzywdzi, krzywdzacy dostanie to na co zasluzyl, to jego doswiadczenie, ale to jak Ty na to zareagujesz, co z ta krzywda zrobisz - wowczas za te reakcje Ty dostaniesz to na co wowczas zasluzysz. Takie to proste a zarazem tak trudne, byc zwyczajnie samemu kowalem wlasnego losu.

     to by bylo na tyle z moich rozmyslan :) rozpisalabym sie jeszcze jednakze, na tym etapie nie jest to konieczne, kto bd dazyl do zrozumienia, zrozumie lub zacznie nad tym rozmyslac :)