niedziela, 8 listopada 2015

wiara i nadzieja, czesciej niz latarnie tu gasna...

Niemy krzyk rozchodzi sie echem wewnatrz obijajac o poranione komory serca
Cialo przechodzi dresz po dreszczu niby nic, jednak czuc
Cos czuje, cierpienie milosc skrajnosc jednosc?  mozliwe
czyz nie jestesmy samobojcami, kiedy serce nakazuje milczec w obliczu potrzeby krzyku?
Czyz nie jestesmy wszyscy po to by wzajemnie sie poswiecac?
Poswiecenie jest niczym obustronne wzajemne samobojstwo w jakiejs intencji inaczej zwana milosc, czymze milosc zasluzyla sobie na miano smierci? czyz nie powinno byc o wiele inaczej? marzenia wspolne? marzyc dzis mozna o wspolnym snuciu marzen a dazenie do nich jest niczym pierwsze ukazanie teorii Darwina, przesmiewcze, pisze, choc nie wiem o czym, o bolu? nie szukam wspolczucia, o szczesciu? nie szukam juz, choc czasem czuje sie wciaz zagubiona w labiryncie przepelnionym zludzeniami to tu to tam a i tak w slepym zaulku odnajdywalam spokoj, w ciemnosci cieplo, z dala od ludzi, ktorzy widzac me nieprzeniknione spojrzenie, utajone uczucia, stworzyc kolejnego frankensteina pragneli, mordowac mialam, wiec serce otwarlam, nadzieja zyc zaczelam, ze ktos dostrzeze, ze jest prawdziwe, ze sklonne cierpiec samobojcze zostac, by wiara w ludzi nie umarla, bo ktos by uratowal i mnie, ale coz mi z tego, skoro kiedy upadam, kiedy wolam o pomoc, ktos cierpi zamnie, zostawiajac mnie w pieprzonym poczuciu bezsensu istnienia, bledne pierdolone kolo z zawisci zazdrosci i pierdolonego egoizmu tloczone, jebana karuzela pomylek, niedomowien, klamstw tajemnicami nazwanymi, chcialabym umiec jeszcze marzyc, kiedys marzylam, nie wiem co gorsze, niespelnione marzenia, czy te krore juz sie spelnily gdy krwawie cicho przed jebana niepewnoscia jutra, chhyba juz jestem tym zmeczona, chyba to sie nie udaje, chyba wolalabym spac, bo nieraz jestem zbyt swiadoma nieszczescia obok mnie, na cholere mi to wspolodczuwanie, po co mi te zdolnosci? dlaczego to ja mam uspakajac, kiedy sil nie mam juz nawet na udzwigniecie kolejnego noza w plecach przebijajacego kolejny skrawek mego serca a w nim wiary w ludzi, w to, ze ktos mnie zapamieta, mnie, moje oczy ktore nie malo lez wylaly, pokaleczone kolana i zdarte nadgarstki, czemuz by to mu sluzyc mialo? prawde mowie o sobie zawsze, wiec powtorze, po to bo ktos kurwa musi, by inny nie musial tak sie obijac, bo nikt nie jest idealny, ale nie kazdy wstanie, moze marze o czyms jednak? marze, by ludzie przypomnieli sobie kim sa, jacy byli, co dla nich wazne bylo, dlaczego teraz zamykaja sie w coraz mniejszych pudlach doprowadzajac do skrajnego oblakania i skacza z mostu krzyczac ze zycie jest chujowe, bo juz nie wierza ze to co naprawde nie jest urojone, heh, czuje sie czesto jak pierdolone urojenie, jebana halucynacja po przedawkowaniu kwasow, ktora nie znikajac, staje sie pieprzona kostucha ... a ja wierze, ze kiedy dam komus troche ciepla, zrozumienia, poswiecenia, to kiedys poznam to bezwarunkowo od kogos, co siejesz zbierzesz? chyba nie w tym przypadku, to chyba nie takie zle, czuc cos wiecej niz bicie serca wlasnego, moje jest chyba rozstrojone, bo nie potrafi sie na dlugo zgrac, predzej czy poizniej drugie obok zastanawia sie czy to naprawde, czy poprostu falszuje przez brak checi zamaskowanymi falszywym oddaniem.. czy naprawde dzis szczerosc jest traktowana jak wyrok na stryczek?
milczenie owiec, szkoda, ze moje milczenie jest mym najglosniejszym krzykiem, dopoki moge cos powiedziec... a moze chce miec jednak cos pieknego do powiedzenia i sama sie oszukuje ze mam? pierdolenie. ale co zrobic, kiedy milczac za dlugo mozna zabladzic posrod mysli nie swoich zapominajac ze sercem miloscia sie jest i empatia sie rozumie wszystko, bo kazdy rani siebie i wszystkich myslami, mysli jak noze, bron w ustach przerazonych? przerazenie me dobiega z kazdym nacisnieciem klawisza, nie wiem co zrobilabym, gdyby ludzie odczytali te slowa, nie udzwignelabym juz tego ciezaru, latwy kasek, NIE PODDAM SIE.
Nie poddam bo wierze, ze warto, ze to ma jakis sens, to pierdolone cierpienie i ludzenie sie gdzies ma jakis pieprzony sens, wierze w to gleboko, i czuje ze postepuje slusznie nawet kiedy te chwile nie do opisania lekkosci ducha i serca przepelnionego szczesciem sa tak bardzo na chwile, to ISTNIEJA i SA NAPRAWDE, co daje nadzieje... tylko na co nadzieje, skoro juz nawet niczego nie chce, marzenia sa dobierane ostroznie, by przypadkiem nie wymknely sie z mego wnetrza na zewnatrz na pozarcie hienom . Milosc - PIEPRZONA SKRAJNOSC, BEZ KTOREJ NIE MOZNA ZYC.... dlatego wierze, ze to moje ostatnie wyznanie z glebi serca, nie potrafie zmienic nic, nie potrafie po prostu kurwa nie potrafie, nie nadaje sie na osobe ktora ma cos pieknego do powiedzenia, dostaje za to nozem w samo serce, z czystej pieprzonej zawisci i zazdrosci.. o co kurwa, ze nie prosilam o to by urodzic sie czlowiekiem i dazyc ciezkim zapierdalaniem w pogoni za marzeniami? ze nie prosilam o dar jakim jest empatia jaka zyje? nie poswiece siebie dla ludzi, nie spale sie jak kometa... nie jestem godna by wierzyc w to, ze potrafie cos kurwa w ludziach obudzic.... nie tutaj, gdzie ludzie krwawia swoja pasja, a wiara i nadzieja czesciej niz latarnie gasna... podajcie tlen, reanimacja trwa.... chetnie porozmawiam o czyms innym.

czwartek, 22 października 2015

warto marzyc.

 


 Jest wieczor, pozornie smutny, cichy... i tyle slow klebi sie we wnetrzu mnie, niczym wielka bomba slowotoku, o czym mysle co czuje, czuje wielka niewiadoma, mowiaca mi ze nie ma w tym zyciu nic pewnego, ze nie ma o co walczyc, bo kiedy wspinam sie w gore cos nieuchronnie zwala mnie na sam dol? a moze to ja nie umiem utrzymac pionu waham sie po krawedzi istnienia i bezkresu niczym cyrkowiec na wysokosciach ukazujacy akrobacje na linie, a co kiedy rownowage utrace i spadne w tej krawedzi w totalna czern i pustke? boimy sie uczuc boimy sie ryzyka, obawiamy sie zejscia w otchlan nieustajacej depresji krzyczacej niemym dzwiekiem z kazdej mikroczasteczki nas i naszego ja wewnatrz, stajemy sie cieniem czlowieka, a moze bezustannie toczymy walke z naszym wlasnym cieniem pozwalajac mu na przejecie naszej tozsamosci jedynie z powodu braku checi istnienia i wiary w troske dla nas samych?? co jesli jestesmy zbyt dobrzy, by przyznac ze jestesmy na ten swiat za dobrzY? ze bedac milczaca nacja nie musimy byc juz niema generacja? co jesli nasze rozbite juz lustra wciaz sa falszywa iluzja dla i wobec reszty spoleczenstwa? tyle niewiadomych, a co z blahymi sprawami? tak ciezko nam mowic o uczuciach, tak ciezko nam sie otworzyc, mamy tak malo do powiedzenia? mamy tak malo do wykrzyczenia? tak bardzo boimy sie oddac tego, bo to jedyne co "nasze" a empatia? tak malo osob potrafi jeszcze czuc, ze potrzeba nam upadku ze schodow abysmy przypomnieli sobie, ze jeszcze potrafimy. co zrobilismy z naszym zyciem, zimno, chlodno, a my sami niczym lodowe pokrywy probujemy wywiercic jakies dziury, rozbijac te tafle dzielace nasze serca, by choc na chwile cos czuc, nie chcac zamarznac bezpowrotnie, ale czy mamy na to sile? jak powiedziec drugiej osobie kocham Cie tak by rozgrzaly te slowa te chlodne puste miejsca, jak przekazac ten plomien by rozpalic ten plomien nadzieji , by siedzac obok siebie, czuc te milosc, czym ze jest milosc w tym swiecie przepelnionym skrajnosciami bardziej na stronie nienawisci?
 tyle mamy do powiedzenia, tyle do pokazania, boimy sie marzyc, boje sie marzyc... ale czy boje sie naprawde? czy juz poprostu sil brak na zniesienie kolejnego bolu zwlaszcza ze milion razy juz kazde z nas dzwigalo bol zadany w plecy, czyz nie powinnismy sie otworzyc przed soba ? dlaczego tak zamykamy sie w naszych pojemnikach termicznych zludnie dajac cieplo, ktore nie jest na zewnatrz, nam sie wydaje ze jest czesto sami sie oszukujac, ale cholera, kto probowal przebic sie przez te powloke? poczulam milosc, poczulam cala soba, calym cialem, calym sercem, cala dusza, umyslem, poczulam jak kazda czesc ciala wykrzykuje imie owej milosci jak i odczuwa milosc od niej, jak dusze zjednane czuja sie wzajemnie, pragnelabym w nieskonczonosc czuc to, trwac w tym, byc tym zjednoczeniem pochlonieta, lecz pewnosci nieskonczonosci istnienia tej chwili nie mam zadnej, mam czucie, nadzieje, wiare, mam poczucie ze poznalam cos, czego wielu nie moglo, nie chcialo, balo sie, poczulam i to wazne, marze by czuc to wszystko za kazdym razem kiedy nasze palce splataja sie w jedna calosc, marze by dreszcze przechodzily mnie za kazdym razem kiedy nasze spojrzenia stykaja sie marze by te chwile trwaly w nieskonczonosc, marze o tym, bo to najpieknniejsze co czlowiek poznac moze i najmniej trwale bo pozornie ulotne, czuc lecz nie posiadac, ah jakze piekne moze byc zycie, kiedy wspomnienia powracajace przywoluja to uczucie, ta niestalosc wowczas zanika w nicosc, liczy sie ta i obecna jedyna chwila, ktora przywoluje, niemalze wskrzesza to uczucie, 
oh, jakze kazdemu zycze by mogl choc raz przez moment poczuc to, nawet bol rozstania, ktory swiadczy, ze to co bylo, bylo autentyczne, az lzy cisna sie do oczu, skrajnie zmieszana radosc z rozpacza, szczescie ze smutkiem, milosc z cierpieniem, jestesmy jednym, mozna podzielic wszystko, tesknote ze strachem, milosc z pozadaniem, jednosc z samotnoscia, ale wciaz to jedno jakie nauczylismy sie oddzielac zupelnie niepotrzebnie, jakze pieknie jest moc cos takiego opiac, jakze piekni jest miec cos pieknego do powiedzenia i oczekujac kazdego powrotu z nadzieja na ponowne poczucie tego, ta niewiadoma w swej skrajnej teksnocie i rozpaczy jest piekna, bo pieknie jest miec na cos/kogos czekac, to piekne jest tesknic, kiedy jeszcze do niedawna nie istnialo nic co mogloby takie uczucia wzniecic, ten plomien sie tlic bedzie juz oby do konca, choc nie wiem napewno, nie wiem niczego, lecz mam nadzieje, mam nadzieje, ze znow bede mogla napisac cos pieknego... my istoty czujace, jakze jestesmy pieknymi istotami, jakze nie doceniamy samych siebie,  piekna i urodzaju tej planety, zycia i cech jakie dostalismy wraz z samym istnieniem tutaj, jakze jestesmy zakochani w sobie nieraz, ze boimy sie obdarzyc inna istote tym co mamy w sobie najlepsze, najpiekniejsze... dusze osobno zyjace, w nadzieji na polaczenie i spelnienie, chyba nie o to nam chodzi nieprawdaz? dziekuje codziennie Ojcu za moznosc poznania uczucia jakie probuje opisac, choc zadn slowa tego nie opisza, nie mozna opisac milosci nie da sie, kazda jest pierwsza, kazda jest wyjatkowa, kazdy zasluguje na nia czy to od partnera, czy to od dziecka, czy to dziecko od siostry brata, mamy czy taty, kazde z nas zasluguje na to, by poczuc choc raz. marzyc o niej, czekac na nia, wierzyc w nia, wierzzyc w drugiego czlowieka, pozwolic mu choc raz byc calym swiatem.... 
marzenia, jednak, mozemy marzyc? marzenia sa niczym iskry podczas wskrzeszania plomienia, my jestesmy niczym dwa krzemienie probujace rozpalic strzeche i dawac cieplo wokol kazdemu, to tak piekne, tak niewiarygodne, ale warte poswiecenia, warte cierpienia, warte czekania, warte starania, mozemy miloscia zmienic swiat, mozemy, ale ilu z was mi w to uwierzy? nie wiem, tak samo jak nie wiem co mi jutro dzien przyniesie, nie wiem czy w ogole jutro nastanie swit. nie wiem nic ptocz tego co czuje.. lecz mimo staran, to co czuje pozostaje niespisane nieopisane, nieznane nikomui dotad, kazde z nas czuje inaczej.... to piekno naszego zycia? byc moze. malo pisze tego "co moje" nie wiem czy nawet potrafie, ale cos kaze mi przelac to co czuje, pokazac, ukazac, byc moze ma to jakis sens... :) 

sobota, 12 września 2015

Lisa Citore - "Jesli chcesz"





"Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę – naprawdę ją pokochaj.
Znajdź tę, która wzywa twoją duszę, choć wydaje się to bez sensu.
Odrzuć kontrolę i przyłóż ucho do jej serca i słuchaj.
Usłysz imiona, modlitwy, pieśni – każdej żyjącej rzeczy,
każdej skrzydlatej istoty, pokrytej futrem i łuskami,
każdej spod ziemi, spod wody, każdej zielonej i kwitnącej,
każdej jeszcze nie urodzonej i umierającej…
Usłysz, jak smutnie wysławiają Jednego, który dał im życie.
Jeśli jeszcze nie usłyszałeś własnego imienia, nie słuchałeś dość długo.
Jeśli twoje oczy nie napełniły się łzami, jeśli nie pochylasz się do jej stóp, to jeszcze nie odczułeś smutku, że prawie ją straciłeś.

Jeśli chcesz zmienić świat... pokochaj kobietę – jedną
ponad siebie, ponad pragnienie i rozsądek,
ponad swoje męskie preferencje młodości, piękna i rozmaitości
i ponad wszystkie swoje płytkie pomysły na temat wolności.
Dajemy sobie tak wiele wyborów,
że zapominamy, iż prawdziwe wyzwolenie
przychodzi, gdy stajemy w środku ognia duszy
i wypalamy nasz opór przed miłością.
Jest tylko jedna Bogini.
Spójrz w jej oczy i zobacz – naprawdę zobacz,
czy czujesz się, jak walnięty obuchem.
Jeśli nie, odejdź. W tym momencie.
Nie marnuj czasu na „próbowanie”.
Wiedz, że twoja decyzja nie ma nic wspólnego z nią,
ponieważ ostatecznie, nie jest ważne komu się poddasz,
ale kiedy zdecydujesz, by to zrobić.

Jeśli chcesz zmienić świat… kochaj kobietę.
Pokochaj ją na całe życie – ponad swój lęk przed śmiercią,
ponad swój lęk przed byciem manipulowanym
przez Matkę wewnątrz swojej głowy.
Nie mów jej, że gotów jesteś umrzeć dla niej.
Powiedz jej, że gotów jesteś ŻYĆ z nią,
sadzić z nią drzewa i patrzeć jak rosną.
Bądź jej bohaterem, mówiąc jak piękna jest w majestacie swojej bezbronności,
pomagając jej, by każdego dnia pamiętała, że JEST Boginią
przez adorowanie jej i przez poświęcenie dla niej.

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę
z jej wszystkimi obliczami, przez wszystkie jej okresy życia,
a ona uzdrowi cię ze schizofrenii - podwójnych skłonności i połowicznej szczerości, które utrzymują twego Ducha i ciało w oddzieleniu – które utrzymują cię w samotności
i sprawiają, że zawsze poszukujesz na zewnątrz Siebie
czegoś, co sprawi, że twoje życie warte będzie, by je przeżywać.
Zawsze będzie inna kobieta.
Wkrótce ta lśniąca nowa stanie się stara i nudna,
a ty znowu będziesz coraz bardziej zniecierpliwiony,
wymieniając kobiety, jak samochody,
wymieniając Boginię na ostatni obiekt twego pożądania.
Mężczyzna nie potrzebuje już żadnych więcej wyborów.
To czego potrzebuje, to Kobieta, to Droga Kobiecości,
cierpliwości i współczucia, nie-poszukiwania, nie-działania,
oddychania w jednym miejscu i zapuszczenia splatających się korzeni
dostatecznie silnych, by utrzymały ziemię w całości,
podczas gdy ona będzie zrzucać cement i stal ze swojej skóry.

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę, po prostu jedną kobietę.
Kochaj ją i ochraniaj, tak jakby była ostatnim świętym naczyniem.
Kochaj ją ponad jej lęk przed porzuceniem, który trzyma w sobie dla całej ludzkości.
Nie, ta rana nie jest jej, aby miała uzdrowić ją sama.
Nie, ona nie jest słaba w swojej współzależności.

Jeśli chcesz zmienić świat… kochaj kobietę
na wszelkie sposoby, aż ci uwierzy,
aż jej odruchy, wizje, głos, zręczność, pasja,
jej dzikość powrócą do niej –
aż nie stanie się siłą miłości potężniejszą,
niż wszystkie demony politycznych mediów,
które tylko szukają sposobu,
by obniżyć jej wartość i ją zniszczyć.

Jeśli chcesz zmienić świat…
Odłóż swoje racje, swoje armaty i znaki sprzeciwu.
Odłóż wewnętrzną wojnę, swój słuszny gniew
i kochaj kobietę…
ponad wszelkie swoje łaknienie wielkości,
ponad swoje uparte poszukiwanie oświecenia.
Święty Grall stanie przed tobą,
jeśli tylko weźmiesz ją w ramiona
i przestaniesz poszukiwać czegoś poza tą intymnością.

A co, jeśli pokój, to marzenie,
może być jedynie przypomniane poprzez serce kobiety?
A co, jeśli miłość mężczyzny do kobiety, do Drogi Kobiecości
jest kluczem otwierającym Jej serce?

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę
do głębi swojego cienia,
do najwyższych szczytów swej Istoty
aż do Ogrodu, gdzie po raz pierwszy ją spotkałeś,
do furtki do królestwa tęczy, przez którą przejdziecie razem jako Światło, jako Jedno,
do miejsca bez powrotu,
do krańców i początków nowej Ziemi.

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę – naprawdę go pokochaj.
Wybierz tego, którego dusza przyciąga twoją jasno i wyraźnie,
który cię widzi, który jest dość odważny, by się bać.
Przyjmij jego dłoń i prowadź go łagodnie do krwi swojego serca,
gdzie poczuć może ciepło, które mu dajesz i odpocząć tam,
i spalić swój ciężki ładunek w twoich ogniach.
Spójrz w jego oczy, zajrzyj głęboko i zobacz co leży tam uśpione
lub przebudzone, lub nieśmiałe, lub oczekujące.
Spójrz w jego oczy i zobacz tam jego ojców i dziadków
i wszystkie wojny i szaleństwa,
w których ich duchy walczyły w jakimś dalekim kraju, w jakimś odległym czasie.
Spójrz na ich ból i zmagania, udręki i winę; bez osądzania,
i pozwól temu wszystkiemu odejść.
Wczuj się w ten ciężar przodków
i wiedz, że to czego szuka, to bezpieczne schronienie w tobie.
Pozwól mu roztopić się w twoim pewnym spojrzeniu
i wiedz, że nie musisz odbijać tego szaleństwa,
ponieważ masz łono, słodką, głęboką bramę, aby zmyć i zaleczyć stare rany.

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę, naprawdę go pokochaj.
Siądź przed nim w pełnym majestacie swojej kobiety z oddechem bezbronności,


w zabawie niewinności swego dziecka, pozwalając jego męskiej mocy
pokazać się przed tobą… i płyńcie w łonie Ziemi, w cichym wiedzeniu, razem.
A kiedy on się odsunie... ponieważ będzie uciekać bojąc się tej jaskini…
Zbierz wokół siebie babcie… owiń się ich mądrościami,
słuchaj, jak łagodnie szepczą,
uspakajają twoje przestraszone dziewczęce serce,
namawiając cię, byś była spokojna…
I czekaj cierpliwie na jego powrót.
Usiądź przy jego drzwiach i śpiewaj, pieśń o pamiętaniu,
że może jeszcze raz go ukoisz.

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę, naprawdę go pokochaj.
Nie nakłaniaj jego małego chłopca,
podstępem i fortelem, uwodzeniem i naciąganiem,
tylko, by go zwabić… w sieć zniszczenia,
do miejsca chaosu i nienawiści
straszniejszego niż jakakolwiek wojna prowadzona przez jego braci.
To nie jest kobiecość, to jest zemsta
To jest trucizna pokręconych dróg
wiekowych nadużyć, gwałt naszego świata,
A to nie daje kobiecie mocy, zmniejsza moc, gdy odcina się ona od jego jąder,
i to zabija nas wszystkich.
I niezależnie od tego, czy jego matka opiekowała się nim, czy nie mogła,
pokaż mu prawdziwą matkę teraz.
Obejmij go i prowadź z wdziękiem i swoją głębią
tlącymi się w centrum jądra Ziemi.
Nie karz go za jego rany, gdy myślisz, że nie zaspakaja twoich potrzeb lub nie spełnia kryteriów.
Wezwij dla niego słodkie rzeki
Krwią sprowadź to wszystko do domu.

Jeśli chcesz zmienić świat, pokochaj mężczyznę, naprawdę kochaj go.
Pokochaj go dostatecznie, by być naga i wolna,
Pokochaj go dostatecznie, by otworzyć swoje ciało i duszę
na cykle narodzin i śmierci.
I podziękuj mu za sposobność,
gdy razem tańczycie wśród szalejących wichrów i milczących lasów.
Bądź dość odważna, by być krucha, i pozwól mu pić z delikatnych,
upojnych płatków twojej istoty.
Niech wie, że może wspierać cię, byś stała, i ochraniać cię.
Upadnij w tył w jego ramiona i ufaj, że cię złapie,
nawet jeśli upuszczono cię tysiące razy przedtem.
Naucz go, jak się poddawać, poddając się sama.
I wtop się w słodką nicość serca tego świata.

Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj mężczyznę, naprawdę kochaj go.
Dodawaj mu odwagi, karm go, pozwalaj mu, słysz go, obejmuj go, uzdrawiaj go,
a ty w zamian będziesz żywiona i wspierana,
przez silne ramiona i czyste myśli i skoncentrowane strzały,
ponieważ on może, jeśli mu na to pozwolisz, stać się wszystkim, o czym marzysz."

Lisa Citore

wtorek, 23 czerwca 2015

1) Selektywne porzadki wewnatrz nas samych. Profilaktycznie.

        Nie wiem jak wiele w tym przypadku powiem bazujac na tym, czego doswiadczenie poprzez prace i kontakty z ludzmi mnie nauczylo, bo te tematy sa jeszcze dla wielu z Was destruktywne, wiec i destruktywnie zostana prawdopodobnie poczatkowo postrzegane - jednakze, mamy czas, piszac post na blogu, nic nie sprawia abym musiala cos zrobic, bo ktos cos tego ode mnie wymaga czy inne pitu pitu, tak wiec uznalam, ze zabiore sie za kilka podtematow zwiazanych z jednym pozornie znanych i rozumianych watkow opisywanych jak najlepiej umiem w osobnych postach :) czy mnie sie to uda, cholera sie okaze, challenge accepted :D kto nie ryzykuje ten nie zyje prawda? xD
       Jak wiadomo nie od dzis to pewne stare powiedzonko brzmi, "rodziny sie nie wybiera", czesto za tym idzie, ze godzimy sie na sytuacje zupelnie nam nie sprzyjajace, na zmuszanie sie do milczenia w danych sytuacjach, na krzyk i okazywanie agresji podczas gdy rozpacz zaslaniamy duma czesto zupelnie nieswiadomi co czynimy, lecz czynimy swiadomie tlumaczac to - bo tak juz mamy bez rozumienia dlaczego, zdarzaja sie wsrod ludzi targniecia sie na wlasne a nieraz nawet na czyjes zycia, na krzywdzace i raniace slowa w kierunku najblizszych, na ucieczki z domow, na odpychaniu od siebie bliskich, na odrzucanie serca jakie otrzymujemy od nich jak i obcych ktorzy chca cos nam pokazac jak i inne przypadki, ktorych nie wymienilam, no ale ilu z Was zastanawialo sie nad tym jakie to ma skutki destruktywne w pozniejszym zyciu z osobami, z ktorymi decydowalismy sie/decydujemy sie "zwiazac sie w zwiazku", liczycie sie z prawdopodobienstwem, zalozenia rodziny, jakie sa Wasze relacje z partnerem, jak postrzegacie zycie, rodzine, dzieci ktore w wielu zwiazkach zostaja takim owocem domniemanej "milosci" lub dlaczego akurat w Waszym zyciu zagoscila taka istota/istoty, jakie wnioski zostaly przez Was wyciagniete - jak wyglada Wasze obecne zycie, czy udalo Wam sie zrozumiec pojecie zwiazac w zwiazku, jaka wiezia, nicia powiazaliscie Wasze zycia z zyciem innych obecnych przy Was ludziach? jakimi emocjami nawineliscie szpulke, jaka tkanine tworzycie? delikatna? szorstka? trwala? krochmalona? miekka? itd.
     Wiele osob, ocenia i krytykuje kogos w zwiazku, oczywiscie, rozne sa tego czynniki, moze chciec dobrze, lub zle, ale nie o tym chce pisac, ale o reakcjach, pragne sie skupic, na moim postrzeganiu reakcji ludzi z ktorymi rozmawiam, doswiadczenie jak i zawod sprawily, ze rozmawialam z wieloma ludzmi, wielu ludziom pomagam zrozumiec druga osobe nieraz pomagam rozumiec poczynania samych pytajacych, co za tym idzie, nauczylam sie dedukowania logiki i widze zaleznosci oraz mam niezwykle wg mnie wyczulona intuicje, nie twierdze, ze musze miec racje bo bym sklamala, uwazam, ze jestem ostrozna w ocenie sytuacji z prostego powodu, bo nie musze tego robic, co za tym idzie -  moge miec racje, bo moge ich wysluchac co za tym idzie - chce z nimi rozmawiac, bo chce to dla nich zrobic, wiec chce i moge im szczerze pomoc lecz nie musze, bo moge i chce, by usmiech zagoscil na ich twarzach, by chcieli i mogli chciec zmieniac wlasne postrzeganie i tym samym zycie, jakiez to nie prawdopodobne, ze "nic" nie chce, alez mylne wnioskowanie, bo nie ma nic za darmo, bo ja z tego "nic" mam wiecej, niz kontakt z danym sluchaczem, czy jakies wdziecznosci - ja z tego "nic" mam o wiele wiecej niz dany sluchacz bylby w stanie pomyslec, ja zwyczajnie nie kieruje sie tym programem, w skrocie nie gram w gre pt. "odwdziecze Ci sie", wlasnie ...ale dlaczego? bo taka ZALEZNOSC uczynila by mnie i danego sluchacza WSPOLUZALENIONYM a tego nie potrzebuje, by ktos zyl mna, a ja kims, po co? poprostu nie trzeba, bo dostaje i tak wiele, mam mozliwosc, doswiadczania, rozumienia innych sytuacji, rozmowy z czlowiekiem, doswiadczam tego, ze ktos mi ufa, zazdrosci mi czegos, podziwia we mnie cos, sprawdza mnie, wzbudza litosc, wzbudza gniew, wzbudza irytacje, wspolczucie, zrozumienie, ale do czego zmierzaja moje rozmowy? do tego, ze i ja daje komus te same odczucia, tym samym na zupelnie innym przykladzie moge zrozumiec siebie i swoje zycie, swoje sytuacje, reakcje, bledy, postepy, rezultaty, skutki i porazki, jak i "sukcesy", moge wrocic do czasow sprzed x lat i zrozumiec inna osobe lecz tym samym jestem w stanie jej jak i sobie samej WYBACZYC wewnatrz samej siebie co bylo, uwolnic sie od tej zaleznosci jaka trzymala mnie nicia w miejscu, niczym kotwica statek w dowolnym miejscu na oceanie, pojac czy to ja zarzucilam ja czy ktos zrozumiec skad ten postoj, jak i dlaczego, moge oczyscic siebie swoje serce i sumienie - duzo nieprawdaz mozna wyciagnac od pogadanki z kimkolwiek co? ;) sila rzeczy patrzac na wzajemne skutki to niezwykle duzo. wiec otrzymujemy wzajemnie pomoc prawda? pomagajac komus pomagamy sobie, pomoc w kazdej postaci, bezinteresownej, jest warta przyjecia, bo jest szczera. A niestety w tych czasach, wielu ludzi uznaje, ze skoro za cos nie chce sie zaplaty to musi byc nie warte tego by zaryzykowac proba odsuniecia dumy, by pokornie przyjac do wiadomosci to, ze nikt nie jest nieomylny i chociazby przypomniec sobie, jak sie kiepsko czuli skoro prosza o pomoc.
                                                                                   WLASNIE...
ten blad, ktory niczym boomerang wracac bedzie do nich zapewne tak samo czesto, jak napewno do mnie wiele sytuacji wracalo niczym zly sen, az nie wyciagnelam z tego bledu odpowiedniego wniosku. Dlaczego ludzie uwazaja sie za lepszych przyjmujac cos takim jakim im sie wydaje ze jest? Wydaje bo tylko wedlug ich jednostronnego postrzegania, jest sluszne, jak wielu ludzi widzi, ze nie wszystko jest takim jakim sie wydaje? jak wielu ludzi oglada dwie strony monety zapominajac, ze nie ujrza jej w calosci poprzez ocene?! Ilu ludzi przestanie myslec, tracic czas na pierdoly i zwyczajnie nia zakreci?
Szklanka jest do polowy pelna czy pusta? - cholera, wypij to sie przekonasz!
I teraz moje pytanie. Kogo to obchodzi? Wazne, ze jest efekt, "cos" jest - czyli to "nic" jakie otrzymuje od osob z ktorymi rozmawiam na codzien :)

           Kazdego z osobna napewno nie raz spotkalo sprzatanie po sobie, dajmy na to pokoju :)
Po zabawie sprzatamy zabawki, po wylaniu kawy myjemy podloge, niektorzy nieraz robia porzadki pt. selektywne sprzatanie, cos sie wyrzuca, cos sie przenosi, cos sie chowa, cos wyciaga bo przypominamy sobie, ze sie o tym zapomnialo, cos sie docenia, cos sie odrzuca, co zniszczone, wyrzucamy tudziez naprawiamy, co zbedne wyrzucamy. Czy ktos moze "przypadkiem" probowal przedlozyc swoje codzienne czynnosci na to co ma w sobie wewnatrz?!
Absurdalnie brzmi, ja wiem, ale czemu by nie sprobowac, bedac samemu ze soba, jest latwiej, jest lepiej, jest spokojniej :) Zdarza mi sie to niezwykle czesto, ale pierwszy raz jest nieraz okrutnie trudny. Ludzi mozna poznac po ich zachowaniu, po nawykach, po tym co robia czego nie, ja np. mam czesto problem, by odkurzac, po czym okazuje sie, ze o wielu rzeczach nie pamietam, bo musialabym odkurzyc stare zakamarki pamieci, by konczyc sprzatanie :) czesto pomaga mi w tym rozmowa z kims, moja chec pomocy tej osobie w odkurzaniu jego zakamarkow, ale przewaznie, jest to bardziej prosba o zwrocenie na te zakamarki uwagi, bo reszta jest w pozornym porzadku, wiec jest to opinia ogolna, a nie prosba o wykonanie czynnosci, a wiec sama chce cos u siebie dostrzec sumiennie i uczciwie, skoro sama cos dla kogos wykonuje mowiac, ze to wiele zmienia prawda?
Wielu z ludzi lubi wytykac komus bledy, nie widzac ich w sobie samych, nie lubi sluchac krytyki wobec siebie, przez co poznamy czlowieka, ktory potrzebuje tego tak samo jak i ten ktory prosi o te opinie, ja postanowilam skupic sie na tej mniej destruktywnej czesci ludzi, ktorzy potrzebuja i szukaja, zacznijmy od tego co jest nam latwiej zrozumiec, a reszta przyjdzie z czasem :) wielu z was po oczyszczeniu przestrzeni w jakiej sie znajduje, pojmie sens calego tego pisania, czytania, rozumienia, walkowania tematu bezgranicznego postrzegania czegos, kogos, czucia bezgranicznie i otworzy umysl obalajac mury ktore sam zorientuje sie ze postawil :) tego zycze kazdemu.

Pragne przedstawic teraz pewien artykul, a raczej jego fragment ktory w calosci znajdziecie na stronie:
https://zenforest.wordpress.com/2009/08/20/„przeszlosc-nie-ma-wladzy-nade-mna/

(...) Zgodnie z moim poglądem na życie, źródła większości problemów życiowych należy szukać w tym że czujemy, iż nie jesteśmy dość dobrzy oraz, że brak nam miłości do siebie.
Przyjrzyjmy się zatem, skąd się bierze to przekonanie.
Jak to się dzieje, że z niemowlęcia, które zna swoją doskonałość i doskonałość życia, przemieniamy się w osobę nękaną kłopotami, w takim czy innym stopniu trapioną poczuciem bezwartościowości i niegodną miłości? Nawet ludzie już kochający siebie mogą czynić to jeszcze mocniej.
Pomyślcie o róży, kiedy jest jeszcze małym pąkiem. Od chwili, gdy rozchyla płatki, aż do opadnięcia ostatniego z nich jest zawsze doskonała, zawsze piękna, zawsze inna. Tak też dzieje się i z nami. Zawsze jesteśmy doskonali, zawsze piękni i ciągle się zmieniamy. Posługujemy się najlepiej, jak umiemy, rozumem, świadomością i posiadaną wiedzą. W miarę jak stajemy się bardziej świadomi, więcej rozumiemy i wiemy – postępujemy inaczej.

Psychiczne porządki

Nadeszła pora, aby przyjrzeć się nieco dokładniej naszej przeszłości: rozpoznać przekonania, które nami powodowały. Tę część procesu oczyszczenia niektórzy uważają za bardzo bolesną, nie musi jednak tak być. Zanim posprzątamy, musimy przyjrzeć się naszemu stanowi posiadania.
Jeśli chcecie dokładnie wysprzątać pokój, rozglądacie się najpierw dokoła i dokonujecie przeglądu. Ulubionym przedmiotom poświęcicie więcej uwagi; trzeba je odkurzyć, wypolerować, przywrócić im dawną świetność. Dostrzeżecie, że niektóre sprawy będą wymagały dokończenia, a pewne rzeczy naprawy. Trzeba to sobie zanotować w pamięci. Przedmioty, które uznacie za bezużyteczne, przeznaczycie do wyrzucenia. Stare gazety, czasopisma, brudne papierowe talerze można spokojnie wyrzucić do śmieci. Nie trzeba się złościć robiąc porządki w mieszkaniu.
To samo dzieje się, gdy sprzątamy dom naszego umysłu. Nie ma powodu denerwować się tylko dlatego, że niektóre nasze przekonania są już niepotrzebne. Należy się ich pozbyć z taką samą łatwością, z jaką wyrzuca się resztki z talerza. Czy naprawdę zaryzykowalibyście grzebanie we wczorajszych odpadkach, by przyrządzić dzisiejszy posiłek? Czy warto grzebać w starym śmietniku psychicznym tylko po to, by tworzyć jutrzejsze doświadczenia?
Jeśli jakaś myśl lub przekonanie nie odpowiada wam, zrezygnujcie z niego, zmieńcie je!
Nie ma takiego prawa, które nakazywałoby przez całe życie trzymać się niewolniczo tego lub innego przekonania!
Spójrzmy zatem na przykłady ograniczających przekonań i zastanówmy się, skąd się wzięły:
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Nie jestem dość dobry”.
PRZYCZYNA:
Ojciec powtarzający wielokrotnie dziecku, że jest głupie.
Mój pacjent powiedział, że pragnie sukcesu, aby tata mógł być z niego dumny. Jednocześnie miał wielkie poczucie winy, które spowodowało, że wszystkie jego poczynania kończyły się fiaskiem. Tato finansował jego interesy, ale wszystkie kończyły się bankructwem. Syn wykorzystywał to, by się na nim odegrać. Powodował, że ojciec płacił bez końca. Oczywiście, on sam był tym, który najwięcej tracił.
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
Brak miłości do siebie.
PRZYCZYNA:
Usiłowanie zdobycia akceptacji ojca.
Pewna kobieta bardzo nie chciała być taka, jak jej ojciec. Nie mogli się nigdy w niczym zgodzić i wiecznie się kłócili. Zawsze chciała pozyskać jego akceptację, on jednak stale ją krytykował. Wszystko ją bolało. Ojciec cierpiał także na podobne dolegliwości. Nie uświadamiała sobie, że jej złość była przyczyną bólów, podobnie jak ojciec nie uzmysławiał sobie tego samego źródła swych dolegliwości.
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Życie jest niebezpieczne”.
PRZYCZYNA:
Przerażony ojciec.
Inna moja pacjentka widziała życie jako groźne i nieprzyjemne. Trudno jej było zdobyć się na śmiech, a jeśli już zdarzyło się jej śmiać, była przerażona, że może się jej przydarzyć coś „złego”. Wychowywano ją, ciągle napominając: „Nie śmiej się, bo licho nie śpi!”
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Nie jestem dość dobry”.
PRZYCZYNA:
Bycie porzuconym i pomijanym.
Pewnemu mężczyźnie mówienie sprawiało trudność. Milczenie stało się więc sposobem na życie. Miał już za sobą narkotyki i alkohol, był przekonany, że jest okropny. Dowiedziałam się, że jego matka zmarła, gdy był bardzo młody. Wychowywała go ciotka, która rzadko się odzywała, chyba że trzeba było wydać polecenia. Wychowywał się w ciszy. Jadł zawsze sam i przebywał w swoim pokoju przez wiele dni. Miał kochanka, który był milczący i większość czasu spędzali w milczeniu. Kochanek zmarł i znowu był sam. (...)

         No wiec, jeden temat juz wg mnie mamy z glowy. Nie jest to moze zbyt obszernie opisany przyklad zwlaszcza dla tych ktorzy spodziewaja sie czegos wiecej niz koniecznosci wyciagniecia tych brudow, o ktorych tak dlugo nie chcieli myslec, ze zapominali o ich istnieniu lub zaczeli wierzyc ze one wcale nie istnieja bo uwierzyli w to co sami sobie w glowie zaczeli maskowac no coz... tak niestety tez sie zdarza i zapewne wiekszosci z nas zdazylo, ale uwazam, ze ten fragment w zupelnosci jest wystarczajacy by cos zrozumiec o nas samych, nieprawdaz?
          Co dzieje sie w Was kiedy czytajac cos z innego zrodla, widzicie ten sam absurdalnie podobny przyklad ? Bo ja ucze sie zwracac uwage na wszystko co robie, widze, czynie, widze, ze czesto nadrabiam zaleglosci, cos pomijam, z czyms ide do przodu, zapominajac o czyms co zalega, a inni? nie maja checi na cos ? tlumacza brakiem czasu? nie poswiecaja czasu bo jest cos wazniejsze, az wkoncu zalegaja kilka dni by wysprzatac to co rzekomo bylo mniej wazne? ilu z was/nas jest mniej bardziej? to sa ograniczenia ludzkie, naturalne dla kazdego czlowieka, ale ile mozliwosci? ile mozliwosci wykorzystaliscie? Pozostawcie to samym sobie, Ci ktorzy naprawde ufaja, ze ta oblakana artystka ma cos przydatnego do powiedzenia, zobacza to co chce im pokazac, opisac , i byc moze zaufaja, ze nie robilabym takiego szumu o cos na blogu tylko po to, by miec z tego jakiekolwiek korzysci materialne czy inne nie warte mojej uwagi i czasu :) hah i to juz jest bardziej wpis skierowany do ludzi, ktorzy chca z czystym sumieniem cos zmienic. Uwazam, ze temat rodziny zwiazkow i zaleznosci ludzkich, mozna spokojnie przedlozyc na kilka roznych odnoszacycch sie do siebie wpisow laczacych w jedna calosc, nie jestem nieomylna, ale czuje, ze jest takie prawdopodobienstwo, ze uda mi sie pokazac Wam jak ja to widze, oczywiscie kazdy ma inaczej, ale po to sie cos pisze, by opowiedziec komus prawda?                  Opowiadam zupelnie za darmo, zupelnie bezinteresownie, opowiadam, bo moge, Wam opowiedziec, bo wierze w to, ze moze to komus pomoc we wlasnym docieraniu do najskrytszych zakamarkow pominietej przez nas samych przestrzeni, ktora zostala byc moze zapomniana, nie wzieta pod uwage, a czesto jest ona przyczyna tego ze "stoimy w miejscu" gdyby kazdy z nas byl taki sam nie byloby tego, co tu pisze aktualnie. Te roznice w Nas tworza nasz swiat, nasze zycie, to ze mozemy sie wspierac, doceniac, inspirowac sie wzajemnie, rozsiewac cieplo i zrozumienie. wlasnie MOZEMY wiec ja dokonalam wyboru, moge i chce, wiec to czynie, jak moge, tak pomoge, wierze, ze komus sie przydadza moje slowa, nie potrzebuje podziekowan, ani wdziecznosci, wiec blog, jest jedna z form, jakie do tego wykorzystuje, nie sprawdzajac efektow :)

poniedziałek, 1 czerwca 2015

cytaty, przytoczenia slow potwierdzeniem?

    Rozmawiajac z wieloma ludzmi codziennie, na rozne tematy zauwazylam, ze niekiedy nawet potwierdzenia w np. moim wykonaniu ich przypuszczen nie sa az tak wiarygodne, czesto poslugiwanie sie cytatami znanych ludzi, wybitnych czy tez muzykow o ktorych bylo lub jest glosno, sprawiaja, ze wowczas osoba z ktora dyskutuje i wymieniam sie pogladami rowniez zaczyna jednak zastanawiac sie nad danym tematem i czesto w koncowym efekcie, sie z tym zgadza. 
Tak wiec tym razem postanowilam zrobic cos innego niz do tej pory, wiec nie bedzie zadnych tlumaczen, tez teorii, ale chcialabym podac cytaty na rozne tematy - subiektywnie dobierane - jednakze obiektywnie patrzac na slowa, moga sie one przydac kazdemu kto szuka potwierdzenia. 
Wielu ludzi czuje sie wyobcowana w spoleczenstwie, nie wiedzac jeszcze nawet dlaczego, wprowadzaja w sobie chaos, doprowadzajac sie do autodestrukcji roznego rodzaju, poczawszy od narkotykow, alkoholu, samookaleczanie sie, agresywnosc, hazard przez inne czynniki czesto konczac nawet na samobojstwach, czy mordach, no niestety. czesto mala rzecz moze wplynac na katastrofalne skutki w efekcie. Wszystko wymaga uwagi. Tak wiec mam nadzieje, ze ta forma przytaczania mysli, moze pomoc komus, jakkolwiek w czymkolwiek. 







Znajda sie rozni ludzie, wiec nie bd sugerowac sie kategoriami, wazne dla mnie jest to co oni slowami wnosza za przekazy :) niestety sa tez cytaty, ktorych autorow nie znam (nie potrzebowalam tego) i nie sprawdzalam w google kto jest autorem, wiec sami mozecie to zrobic jesli odczujecie taka potrzebe :) 

"Cza­sem gdy wszystko
od­da­la się w głębo­ki sen
Przychodzi przebudzenie
a reszta jest prawdą. "

                                        - Jim Morrison (The Doors)

"Wszechświat do­puszcza liczne spo­soby straszli­wego prze­budze­nia, na przykład ryk tłumu wyłamujące­go drzwi fron­to­we, wy­cie sy­ren straży pożar­nej czy nagła świado­mość, że dziś jest właśnie po­nie­działek, który jeszcze w piątek wie­czo­rem wy­dawał się przy­jem­nie odległy. " 
                                                                                         - Terry Pratchet

"Kiedy normalny bieg zycia codziennego zostaje nieoczekiwanie zaklocony
- uswiadamiamy sobie dobitnie, ze jestesmy niczym rozbitkowie, 
ktorzy probuja utrzymac rownowage na nedznej desce posrod otwartego morza - 
i nie pamietaja juz skad sie tam wzieli, ani nie wiedza dokad znosza ich fale" 
                                                                                    - Albert Einstein

"Mury, ktore wokol siebie wznosimy zatrzymuja naplyw smutku, 
ale takze zatrzymuja naplyw radosci"

"W zrozumieniu naszej zyciowej niewygody chodzi najpierw o to, 
by sie do niej zblizyc i ujrzec ja wyraznie, zamiast probowac sie przed nia goraczkowo ochronic"

"Dopoki nie uczynisz nieswiadomego - swiadomym, bedzie ono kierowalo Twoim zyciem, 
a Ty bedziesz nazywal to przeznaczeniem"

"Doswiadczenie dowiodlo, ze kto nie ufa - bedzie oszukany " 
                                                                           - Leonardzo Da Vinci

"Jesli ktos z nas pragnie poznac cos w sposob czysty, musi sie od ciala wyzwolic
i sama tylko dusza ogladac rzeczywistosc" 
                                                                                - Sokrates

 "Prawdziwy akt odkrycia nie polega na odnajdywaniu nowych ladow, 
lecz na patrzenie na stare w inny sposob"
                                                                         - Marcel Proust

"Kiedy Bog chce Ci zrobic podarunek, 
zwykle opakowuje go w klopot;
Im wiekszy podarunek otrzymujesz, 
tym wiekszym klopotem Bog go maskuje"
                                          - Norman Vincent Peale

"Rzecza wazniejsza od wiedzy, jest wyobraznia" 
                                          - Albert Einstein

"Pierwszym obszarem bitwy kazdego zolnierza, jest jego wlasny umysl"
                                                                    
"Zamknij to czego sie boisz w odbiciu w lustrze, 
Przygladnij sie temu, kto sie w nim odbija
A potem sie usmiechnij" 

"Czlowiek jest swoja wlasna gwiazda
Jego czyny sa jego aniolami, 
dobrymi lub nieprawymi, ktore jak nieuchronne cienie
krocza za nim w milczeniu"

"Pycha zamienila anioly w diably, 
Ale tylko uporczywe w niej trwanie, trzyma je w piekle"

"Czy uwolnienie od cierpienia zabiera duzo czasu?
        - Nie, oswiecenie zawsze zdarza sie tu i teraz, 
ale zrozumienie tego zajac moze wiele zywotow ludzkich" 
                                           - Mah Ghosanad

"Nie musisz isc na pustynie, jestes posrod ludzi
Ciesz sie ich obecnoscia. Nie maja juz jednak wladzy nad Toba, 
ktora pozwala im uszczesliwiac lub unieszczesliwiac Ciebie.
To wlasnie oznacza samotnosc. W takim odosobnieniu Twoja zaleznosc obumiera.
Rodzi sie zdolnosc do milosci. 
Nie spogladaj juz na innych jak na srodek narkotycznego zaspakajania"

"Najpewniejsza oznaka pogodnej duszy jest zdolnosc do smiania sie z samego siebie.
Wiekszosci ludzi taki smiech sprawia bol" 
                                                                        - Fryderyk Nietzsche

"Milosc nie zmienia sie w przeciagu godzin i tygodni,
Lecz trwa po sam kres istnienia
Jezeli udowodni mi kto, zem falszowal
To nie spisalem slowa
A zaden czlowiek nie milowal"  
                                                - Christopher Marlowe

"Wyobraznia jest wazniejsza od wiedzy, poniewaz wiedza jest ograniczona"
                                                                          - Albert Einstein

"Gdy sie zobaczylo tylko raz piekno szczescia na twarzy ukochanej osoby,
wiadomo juz, ze dla czlowieka nie moze byc innego powolania,
jak wzbudzanie tego swiatla na twarzach otaczajacych ludzi" 
                                                                        - Albert Camus

"Naszym celem musi byc wyzwolenie sie...
poprzez rozszerzenie kregu wspolczucia
na wszystkie istoty i na caly cudowny swiat natury"
                                                               - Albert Einstein

"Czlowiek jest jedynym stworzeniem, ktore nie zgadza sie byc tym czym jest"
                                                                                           - Albert Camus

"Najpiekniejsze i najtrwalsze wiezi duchowe, nawiazywane sa od pierwszego wejrzenia"
                                                                                      - Edgar Allan Poe

"Jesli jestes wystarczajaco dzielny, aby zostawic za soba wszystko 
i wyruszyc na poszukiwanie prawdy zewnetrznej lub wewnetrznej;
Jesli wszystko co napotkasz na swojej drodze potraktujesz jako podpowiedzi
i wszystkich napotkanych ludzi, jako nauczycieli;
Jesli jestes w stanie wybaczyc sobie kilka gorzkich bledow 
 - wtedy prawda nie bedzie przed Toba zatajona"
                                                                 - Elizabeth Gilbert

"Nie ma milosci bez wolnosci, milosc to wolnosc"
                                                   - Anthony De Mello

"Kazdy jest nauczycielem, im czesciej spotykam ludzi i z nimi rozmawiam, 
tym wiecej sie ucze.
Dziecko z ulicy, ktore sie usmiecha - jest nauczycielem, 
bo przypomina o tym, zeby sie usmiechnac"
                                                                                        - Serj Tankjan (S.O.A.D)


"Jesli czegos pragniesz i pragniesz tego wystarczajaco mocno, 
wtedy znajdziesz sposob, by to zdobyc"
                                                                - Jim Rohn

"Człowiek, który nie ma pas­ji, w moim pry­wat­nym ran­kingu, jest trochę jak in­wa­lida dru­giej grupy." 
                                                                                             - Kuba Wojewodzki

"Po­każ się swo­jemu najgłębsze­mu stracho­wi; wte­dy strach tra­ci swoją moc, kur­czy się i zni­ka. A ty jes­teś wolny."
                                                                                        - Jim Morrison (The Doors)

"Całe nasze życie to działanie i pas­ja. Uni­kając zaan­gażowa­nia w działania i pas­je naszych czasów, ry­zyku­jemy, że w ogóle nie zaz­na­my życia. "

"Być człowiekiem znaczy po­siadać kryształową 
mo­ral­ność, nieog­ra­niczoną tolerancyjność,
do pas­ji po­suniętą pra­cowi­tość, dążyć do ciągłego
uzu­pełniania swe­go wyk­ształce­nia, po­magać innym."
                                                    - Janusz Korczak

"Dob­rze jest umierać, gdy się ma świado­mość, że zro­biło się w życiu coś nap­rawdę dob­re­go, że po­zos­ta­nie się w pa­mięci choćby kil­ku ludzi i będzie się przykładem dla potomnych. "
                                                                          - Vincent Van Gogh

"Gdy­by Je­zus zstąpił dziś na ziemię zos­tałby za­bity przez CIA lub FBI z po­wodu strachu przed przejęciem kontroli. " 
                                                                           - Serj Tankian (S.O.A.D)


"Wszel­kie jed­nos­tko­we lęki po­wiąza­ne są uk­ry­tymi od­po­wied­niościami z jed­nym pod­sta­wowym strachem przed śmiercią" 
                                                                                               - Emil Cioran

"Wszyscy jesteśmy hipokrytami, ale przyznając się do tego, wznosimy się ponad własną hipokryzję, która przestaje być naszą wadą, tak jak dzieje się w przypadku ludzi, którzy ślepo wierzą we własną nieomylność. Przyznając się do swoich wad, uwalniasz się od nich, tak jak ja się uwolniłem."
                                                                                                              - Marilyn Manson

"Szczęście znaj­du­je się w to­bie. Zaczy­na się na dnie two­jego ser­ca, a ty możesz je wciąż po­większać, po­zos­tając życzli­wym tam, gdzie in­ni by­wają nieżyczli­wi; po­magając tam, gdzie już nikt nie po­maga; będąc za­dowo­lonym tam, gdzie in­ni tyl­ko sta­wiają żądania. "
                                                                                              - Phil Bosmans

"Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie. "
                                                                                           - Jan Twardowski

"Kiedy człowiek z całego ser­ca sta­ra się pomóc dru­giemu, po­maga równocześnie sa­memu sobie. "



Z cala pewnoscia wroce jeszcze do cytowania slow ludzi, ktorzy zostali uznanych za wybitnych, znanych, wielkich i slawnych. Z cala pewnoscia bede chciala interpretowac na swoj wlasny sposob jak najbardziej obiektywnie i obustronnie wiele z nich i bardzo mozliwe, ze wiele bedzie roznych slow roznych ludzi, wypowiedzianych w rozny sposob, ale odnoszace sie do tego samego.
Wiem, ze sa ludzie, ktorzy szukaja odpowiedzi potwierdzen, sa ciekawi jak ktos inny postrzega swiat i zycie, ostatnio uslyszalam, ze zachowuje sie niczym katecheta - no kurwa no nie :D 
Milo ze ktos uznal ze moge czegos nauczac, ale jakbym chciala komus narzucac konkretny tok myslenia zostalabym psychologiem a pozniej i tak skonczylabym oblakana totalnie niczym Harley Quin bo spotkalabym kogos kto mnie zaskoczy tak bardzo, ze zrujnowalby mi moj szlifowany wpajaniem klamstw(bo tak nakazywalby mi system) innym i sobie - wyimaginowany swiatopoglad - i bylabym obsesyjnie uzalezniona od kogos takiego. Prawde zna kazdy z Was i wyglada ona tak samo, nie kazdy zastanawia sie nad szukaniem potwierdzen nawet na tematy duchowosci gdziekolwiek indziej niz w ksiegach ktore glosza religie !
Walkowac mozna wiele o zyciu a i tak ludzie chca powtarzac, ze to religia. nie uznaje zasad, nie uznaje schematow, nie uznaje religii, nie uznaje dogmatow, ale wierze w Zrodlo, Stworce, wiem wierze, ze nie ma przypadkow, wierze,  ze nie ma deja vu, wierze w ludzi - dlatego pisze, wierze, ze pomagajac komukolwiek jakkolwiek sprawie, ze zrobi mu sie odrobine lzej na duszy i czujac te ulge i radosc oraz poczucie bycia kimkolwiek zacznie szukac odpowiedzi i sposobu jak poczuc to znowu, wierze, ze uda mi sie pokazac moim dzieciom, ze nic nie stanowi przeszkody, by byc soba, lamie wszelkie schematy, ale jednak, czuje sie ze soba dobrze, lecz daze do rozwoju, by czuc sie lepiej, doswiadczac czegos, poczuc to czego nie znam, miec wspomnienia dla siebie i potomnych na tyle, by w dniu smierci powiedziec sobie "mialam piekne zycie i jestem szczesliwa bo niczego bym w swoim zyciu nie zmienila" by moje dzieci to zapamietaly, by pamietaly opowiesci, bym mogla stac sie dla nich autorytetem nie po to by mnie powielaly, ale by zrobily to po swojemu lecz z tym samym efektem, by nie pozwolily nikomu sobie wmowic, ze sa kims bezwartosciowym, bo kazdy jest cos wart, kazdy cos ma wyjatkowego, ale nie musi byc to takie samo. Indywidualnosc to nasza natura, sa pokrewne dusze, ale nie takie same, coraz wiecej poznaje ludzi, ktorzy maja taki sam tok myslenia jak ja, moze inne zrodla daly im odpowiedzi, ale doznali pelni spokoju i odczuwaja szczescie w kazdym momencie swojego zycia. Da sie. Nie ma czegos takiego jak "nie da sie nic zrobic" bo mozliwosci mamy/macie nieskonczone w kazdym momencie zycia, :)