wtorek, 23 czerwca 2015

1) Selektywne porzadki wewnatrz nas samych. Profilaktycznie.

        Nie wiem jak wiele w tym przypadku powiem bazujac na tym, czego doswiadczenie poprzez prace i kontakty z ludzmi mnie nauczylo, bo te tematy sa jeszcze dla wielu z Was destruktywne, wiec i destruktywnie zostana prawdopodobnie poczatkowo postrzegane - jednakze, mamy czas, piszac post na blogu, nic nie sprawia abym musiala cos zrobic, bo ktos cos tego ode mnie wymaga czy inne pitu pitu, tak wiec uznalam, ze zabiore sie za kilka podtematow zwiazanych z jednym pozornie znanych i rozumianych watkow opisywanych jak najlepiej umiem w osobnych postach :) czy mnie sie to uda, cholera sie okaze, challenge accepted :D kto nie ryzykuje ten nie zyje prawda? xD
       Jak wiadomo nie od dzis to pewne stare powiedzonko brzmi, "rodziny sie nie wybiera", czesto za tym idzie, ze godzimy sie na sytuacje zupelnie nam nie sprzyjajace, na zmuszanie sie do milczenia w danych sytuacjach, na krzyk i okazywanie agresji podczas gdy rozpacz zaslaniamy duma czesto zupelnie nieswiadomi co czynimy, lecz czynimy swiadomie tlumaczac to - bo tak juz mamy bez rozumienia dlaczego, zdarzaja sie wsrod ludzi targniecia sie na wlasne a nieraz nawet na czyjes zycia, na krzywdzace i raniace slowa w kierunku najblizszych, na ucieczki z domow, na odpychaniu od siebie bliskich, na odrzucanie serca jakie otrzymujemy od nich jak i obcych ktorzy chca cos nam pokazac jak i inne przypadki, ktorych nie wymienilam, no ale ilu z Was zastanawialo sie nad tym jakie to ma skutki destruktywne w pozniejszym zyciu z osobami, z ktorymi decydowalismy sie/decydujemy sie "zwiazac sie w zwiazku", liczycie sie z prawdopodobienstwem, zalozenia rodziny, jakie sa Wasze relacje z partnerem, jak postrzegacie zycie, rodzine, dzieci ktore w wielu zwiazkach zostaja takim owocem domniemanej "milosci" lub dlaczego akurat w Waszym zyciu zagoscila taka istota/istoty, jakie wnioski zostaly przez Was wyciagniete - jak wyglada Wasze obecne zycie, czy udalo Wam sie zrozumiec pojecie zwiazac w zwiazku, jaka wiezia, nicia powiazaliscie Wasze zycia z zyciem innych obecnych przy Was ludziach? jakimi emocjami nawineliscie szpulke, jaka tkanine tworzycie? delikatna? szorstka? trwala? krochmalona? miekka? itd.
     Wiele osob, ocenia i krytykuje kogos w zwiazku, oczywiscie, rozne sa tego czynniki, moze chciec dobrze, lub zle, ale nie o tym chce pisac, ale o reakcjach, pragne sie skupic, na moim postrzeganiu reakcji ludzi z ktorymi rozmawiam, doswiadczenie jak i zawod sprawily, ze rozmawialam z wieloma ludzmi, wielu ludziom pomagam zrozumiec druga osobe nieraz pomagam rozumiec poczynania samych pytajacych, co za tym idzie, nauczylam sie dedukowania logiki i widze zaleznosci oraz mam niezwykle wg mnie wyczulona intuicje, nie twierdze, ze musze miec racje bo bym sklamala, uwazam, ze jestem ostrozna w ocenie sytuacji z prostego powodu, bo nie musze tego robic, co za tym idzie -  moge miec racje, bo moge ich wysluchac co za tym idzie - chce z nimi rozmawiac, bo chce to dla nich zrobic, wiec chce i moge im szczerze pomoc lecz nie musze, bo moge i chce, by usmiech zagoscil na ich twarzach, by chcieli i mogli chciec zmieniac wlasne postrzeganie i tym samym zycie, jakiez to nie prawdopodobne, ze "nic" nie chce, alez mylne wnioskowanie, bo nie ma nic za darmo, bo ja z tego "nic" mam wiecej, niz kontakt z danym sluchaczem, czy jakies wdziecznosci - ja z tego "nic" mam o wiele wiecej niz dany sluchacz bylby w stanie pomyslec, ja zwyczajnie nie kieruje sie tym programem, w skrocie nie gram w gre pt. "odwdziecze Ci sie", wlasnie ...ale dlaczego? bo taka ZALEZNOSC uczynila by mnie i danego sluchacza WSPOLUZALENIONYM a tego nie potrzebuje, by ktos zyl mna, a ja kims, po co? poprostu nie trzeba, bo dostaje i tak wiele, mam mozliwosc, doswiadczania, rozumienia innych sytuacji, rozmowy z czlowiekiem, doswiadczam tego, ze ktos mi ufa, zazdrosci mi czegos, podziwia we mnie cos, sprawdza mnie, wzbudza litosc, wzbudza gniew, wzbudza irytacje, wspolczucie, zrozumienie, ale do czego zmierzaja moje rozmowy? do tego, ze i ja daje komus te same odczucia, tym samym na zupelnie innym przykladzie moge zrozumiec siebie i swoje zycie, swoje sytuacje, reakcje, bledy, postepy, rezultaty, skutki i porazki, jak i "sukcesy", moge wrocic do czasow sprzed x lat i zrozumiec inna osobe lecz tym samym jestem w stanie jej jak i sobie samej WYBACZYC wewnatrz samej siebie co bylo, uwolnic sie od tej zaleznosci jaka trzymala mnie nicia w miejscu, niczym kotwica statek w dowolnym miejscu na oceanie, pojac czy to ja zarzucilam ja czy ktos zrozumiec skad ten postoj, jak i dlaczego, moge oczyscic siebie swoje serce i sumienie - duzo nieprawdaz mozna wyciagnac od pogadanki z kimkolwiek co? ;) sila rzeczy patrzac na wzajemne skutki to niezwykle duzo. wiec otrzymujemy wzajemnie pomoc prawda? pomagajac komus pomagamy sobie, pomoc w kazdej postaci, bezinteresownej, jest warta przyjecia, bo jest szczera. A niestety w tych czasach, wielu ludzi uznaje, ze skoro za cos nie chce sie zaplaty to musi byc nie warte tego by zaryzykowac proba odsuniecia dumy, by pokornie przyjac do wiadomosci to, ze nikt nie jest nieomylny i chociazby przypomniec sobie, jak sie kiepsko czuli skoro prosza o pomoc.
                                                                                   WLASNIE...
ten blad, ktory niczym boomerang wracac bedzie do nich zapewne tak samo czesto, jak napewno do mnie wiele sytuacji wracalo niczym zly sen, az nie wyciagnelam z tego bledu odpowiedniego wniosku. Dlaczego ludzie uwazaja sie za lepszych przyjmujac cos takim jakim im sie wydaje ze jest? Wydaje bo tylko wedlug ich jednostronnego postrzegania, jest sluszne, jak wielu ludzi widzi, ze nie wszystko jest takim jakim sie wydaje? jak wielu ludzi oglada dwie strony monety zapominajac, ze nie ujrza jej w calosci poprzez ocene?! Ilu ludzi przestanie myslec, tracic czas na pierdoly i zwyczajnie nia zakreci?
Szklanka jest do polowy pelna czy pusta? - cholera, wypij to sie przekonasz!
I teraz moje pytanie. Kogo to obchodzi? Wazne, ze jest efekt, "cos" jest - czyli to "nic" jakie otrzymuje od osob z ktorymi rozmawiam na codzien :)

           Kazdego z osobna napewno nie raz spotkalo sprzatanie po sobie, dajmy na to pokoju :)
Po zabawie sprzatamy zabawki, po wylaniu kawy myjemy podloge, niektorzy nieraz robia porzadki pt. selektywne sprzatanie, cos sie wyrzuca, cos sie przenosi, cos sie chowa, cos wyciaga bo przypominamy sobie, ze sie o tym zapomnialo, cos sie docenia, cos sie odrzuca, co zniszczone, wyrzucamy tudziez naprawiamy, co zbedne wyrzucamy. Czy ktos moze "przypadkiem" probowal przedlozyc swoje codzienne czynnosci na to co ma w sobie wewnatrz?!
Absurdalnie brzmi, ja wiem, ale czemu by nie sprobowac, bedac samemu ze soba, jest latwiej, jest lepiej, jest spokojniej :) Zdarza mi sie to niezwykle czesto, ale pierwszy raz jest nieraz okrutnie trudny. Ludzi mozna poznac po ich zachowaniu, po nawykach, po tym co robia czego nie, ja np. mam czesto problem, by odkurzac, po czym okazuje sie, ze o wielu rzeczach nie pamietam, bo musialabym odkurzyc stare zakamarki pamieci, by konczyc sprzatanie :) czesto pomaga mi w tym rozmowa z kims, moja chec pomocy tej osobie w odkurzaniu jego zakamarkow, ale przewaznie, jest to bardziej prosba o zwrocenie na te zakamarki uwagi, bo reszta jest w pozornym porzadku, wiec jest to opinia ogolna, a nie prosba o wykonanie czynnosci, a wiec sama chce cos u siebie dostrzec sumiennie i uczciwie, skoro sama cos dla kogos wykonuje mowiac, ze to wiele zmienia prawda?
Wielu z ludzi lubi wytykac komus bledy, nie widzac ich w sobie samych, nie lubi sluchac krytyki wobec siebie, przez co poznamy czlowieka, ktory potrzebuje tego tak samo jak i ten ktory prosi o te opinie, ja postanowilam skupic sie na tej mniej destruktywnej czesci ludzi, ktorzy potrzebuja i szukaja, zacznijmy od tego co jest nam latwiej zrozumiec, a reszta przyjdzie z czasem :) wielu z was po oczyszczeniu przestrzeni w jakiej sie znajduje, pojmie sens calego tego pisania, czytania, rozumienia, walkowania tematu bezgranicznego postrzegania czegos, kogos, czucia bezgranicznie i otworzy umysl obalajac mury ktore sam zorientuje sie ze postawil :) tego zycze kazdemu.

Pragne przedstawic teraz pewien artykul, a raczej jego fragment ktory w calosci znajdziecie na stronie:
https://zenforest.wordpress.com/2009/08/20/„przeszlosc-nie-ma-wladzy-nade-mna/

(...) Zgodnie z moim poglądem na życie, źródła większości problemów życiowych należy szukać w tym że czujemy, iż nie jesteśmy dość dobrzy oraz, że brak nam miłości do siebie.
Przyjrzyjmy się zatem, skąd się bierze to przekonanie.
Jak to się dzieje, że z niemowlęcia, które zna swoją doskonałość i doskonałość życia, przemieniamy się w osobę nękaną kłopotami, w takim czy innym stopniu trapioną poczuciem bezwartościowości i niegodną miłości? Nawet ludzie już kochający siebie mogą czynić to jeszcze mocniej.
Pomyślcie o róży, kiedy jest jeszcze małym pąkiem. Od chwili, gdy rozchyla płatki, aż do opadnięcia ostatniego z nich jest zawsze doskonała, zawsze piękna, zawsze inna. Tak też dzieje się i z nami. Zawsze jesteśmy doskonali, zawsze piękni i ciągle się zmieniamy. Posługujemy się najlepiej, jak umiemy, rozumem, świadomością i posiadaną wiedzą. W miarę jak stajemy się bardziej świadomi, więcej rozumiemy i wiemy – postępujemy inaczej.

Psychiczne porządki

Nadeszła pora, aby przyjrzeć się nieco dokładniej naszej przeszłości: rozpoznać przekonania, które nami powodowały. Tę część procesu oczyszczenia niektórzy uważają za bardzo bolesną, nie musi jednak tak być. Zanim posprzątamy, musimy przyjrzeć się naszemu stanowi posiadania.
Jeśli chcecie dokładnie wysprzątać pokój, rozglądacie się najpierw dokoła i dokonujecie przeglądu. Ulubionym przedmiotom poświęcicie więcej uwagi; trzeba je odkurzyć, wypolerować, przywrócić im dawną świetność. Dostrzeżecie, że niektóre sprawy będą wymagały dokończenia, a pewne rzeczy naprawy. Trzeba to sobie zanotować w pamięci. Przedmioty, które uznacie za bezużyteczne, przeznaczycie do wyrzucenia. Stare gazety, czasopisma, brudne papierowe talerze można spokojnie wyrzucić do śmieci. Nie trzeba się złościć robiąc porządki w mieszkaniu.
To samo dzieje się, gdy sprzątamy dom naszego umysłu. Nie ma powodu denerwować się tylko dlatego, że niektóre nasze przekonania są już niepotrzebne. Należy się ich pozbyć z taką samą łatwością, z jaką wyrzuca się resztki z talerza. Czy naprawdę zaryzykowalibyście grzebanie we wczorajszych odpadkach, by przyrządzić dzisiejszy posiłek? Czy warto grzebać w starym śmietniku psychicznym tylko po to, by tworzyć jutrzejsze doświadczenia?
Jeśli jakaś myśl lub przekonanie nie odpowiada wam, zrezygnujcie z niego, zmieńcie je!
Nie ma takiego prawa, które nakazywałoby przez całe życie trzymać się niewolniczo tego lub innego przekonania!
Spójrzmy zatem na przykłady ograniczających przekonań i zastanówmy się, skąd się wzięły:
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Nie jestem dość dobry”.
PRZYCZYNA:
Ojciec powtarzający wielokrotnie dziecku, że jest głupie.
Mój pacjent powiedział, że pragnie sukcesu, aby tata mógł być z niego dumny. Jednocześnie miał wielkie poczucie winy, które spowodowało, że wszystkie jego poczynania kończyły się fiaskiem. Tato finansował jego interesy, ale wszystkie kończyły się bankructwem. Syn wykorzystywał to, by się na nim odegrać. Powodował, że ojciec płacił bez końca. Oczywiście, on sam był tym, który najwięcej tracił.
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
Brak miłości do siebie.
PRZYCZYNA:
Usiłowanie zdobycia akceptacji ojca.
Pewna kobieta bardzo nie chciała być taka, jak jej ojciec. Nie mogli się nigdy w niczym zgodzić i wiecznie się kłócili. Zawsze chciała pozyskać jego akceptację, on jednak stale ją krytykował. Wszystko ją bolało. Ojciec cierpiał także na podobne dolegliwości. Nie uświadamiała sobie, że jej złość była przyczyną bólów, podobnie jak ojciec nie uzmysławiał sobie tego samego źródła swych dolegliwości.
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Życie jest niebezpieczne”.
PRZYCZYNA:
Przerażony ojciec.
Inna moja pacjentka widziała życie jako groźne i nieprzyjemne. Trudno jej było zdobyć się na śmiech, a jeśli już zdarzyło się jej śmiać, była przerażona, że może się jej przydarzyć coś „złego”. Wychowywano ją, ciągle napominając: „Nie śmiej się, bo licho nie śpi!”
OGRANICZAJĄCE PRZEKONANIE:
„Nie jestem dość dobry”.
PRZYCZYNA:
Bycie porzuconym i pomijanym.
Pewnemu mężczyźnie mówienie sprawiało trudność. Milczenie stało się więc sposobem na życie. Miał już za sobą narkotyki i alkohol, był przekonany, że jest okropny. Dowiedziałam się, że jego matka zmarła, gdy był bardzo młody. Wychowywała go ciotka, która rzadko się odzywała, chyba że trzeba było wydać polecenia. Wychowywał się w ciszy. Jadł zawsze sam i przebywał w swoim pokoju przez wiele dni. Miał kochanka, który był milczący i większość czasu spędzali w milczeniu. Kochanek zmarł i znowu był sam. (...)

         No wiec, jeden temat juz wg mnie mamy z glowy. Nie jest to moze zbyt obszernie opisany przyklad zwlaszcza dla tych ktorzy spodziewaja sie czegos wiecej niz koniecznosci wyciagniecia tych brudow, o ktorych tak dlugo nie chcieli myslec, ze zapominali o ich istnieniu lub zaczeli wierzyc ze one wcale nie istnieja bo uwierzyli w to co sami sobie w glowie zaczeli maskowac no coz... tak niestety tez sie zdarza i zapewne wiekszosci z nas zdazylo, ale uwazam, ze ten fragment w zupelnosci jest wystarczajacy by cos zrozumiec o nas samych, nieprawdaz?
          Co dzieje sie w Was kiedy czytajac cos z innego zrodla, widzicie ten sam absurdalnie podobny przyklad ? Bo ja ucze sie zwracac uwage na wszystko co robie, widze, czynie, widze, ze czesto nadrabiam zaleglosci, cos pomijam, z czyms ide do przodu, zapominajac o czyms co zalega, a inni? nie maja checi na cos ? tlumacza brakiem czasu? nie poswiecaja czasu bo jest cos wazniejsze, az wkoncu zalegaja kilka dni by wysprzatac to co rzekomo bylo mniej wazne? ilu z was/nas jest mniej bardziej? to sa ograniczenia ludzkie, naturalne dla kazdego czlowieka, ale ile mozliwosci? ile mozliwosci wykorzystaliscie? Pozostawcie to samym sobie, Ci ktorzy naprawde ufaja, ze ta oblakana artystka ma cos przydatnego do powiedzenia, zobacza to co chce im pokazac, opisac , i byc moze zaufaja, ze nie robilabym takiego szumu o cos na blogu tylko po to, by miec z tego jakiekolwiek korzysci materialne czy inne nie warte mojej uwagi i czasu :) hah i to juz jest bardziej wpis skierowany do ludzi, ktorzy chca z czystym sumieniem cos zmienic. Uwazam, ze temat rodziny zwiazkow i zaleznosci ludzkich, mozna spokojnie przedlozyc na kilka roznych odnoszacycch sie do siebie wpisow laczacych w jedna calosc, nie jestem nieomylna, ale czuje, ze jest takie prawdopodobienstwo, ze uda mi sie pokazac Wam jak ja to widze, oczywiscie kazdy ma inaczej, ale po to sie cos pisze, by opowiedziec komus prawda?                  Opowiadam zupelnie za darmo, zupelnie bezinteresownie, opowiadam, bo moge, Wam opowiedziec, bo wierze w to, ze moze to komus pomoc we wlasnym docieraniu do najskrytszych zakamarkow pominietej przez nas samych przestrzeni, ktora zostala byc moze zapomniana, nie wzieta pod uwage, a czesto jest ona przyczyna tego ze "stoimy w miejscu" gdyby kazdy z nas byl taki sam nie byloby tego, co tu pisze aktualnie. Te roznice w Nas tworza nasz swiat, nasze zycie, to ze mozemy sie wspierac, doceniac, inspirowac sie wzajemnie, rozsiewac cieplo i zrozumienie. wlasnie MOZEMY wiec ja dokonalam wyboru, moge i chce, wiec to czynie, jak moge, tak pomoge, wierze, ze komus sie przydadza moje slowa, nie potrzebuje podziekowan, ani wdziecznosci, wiec blog, jest jedna z form, jakie do tego wykorzystuje, nie sprawdzajac efektow :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz