Dzisiejszego dnia bardzo duzo rozmawialam z kolega na temat muzyki, naszla mnie ochota aby opowiedziec Wam o aktualnie moim drugim zajeciu, w ktorym czuje sie cudownie.
Generalnie mialam mozliwosc spelnienia jednego ze swoich nastoletnich marzen, no nie obylo sie bez wielu wysilkow i zmagan. Pamietam to jak dzis, jak chodzac na koncerty mialam jedno najwieksze pragnienie, moc przyczynic sie do tego wydarzenia, pomoc jakkolwiek, a najbardziej zorganizowac od podstaw, majac 15 lat ciezko o znajomych, ktorzy maja doswiadczenie w tych sprawach. Wiec pozostawalo pytanie, ale od czego mialabym zaczac? Dla wielu wydawaloby sie to banalne i logiczne, lecz ja wtedy naprawde chcialam sie za to powaznie zabrac, a skoro tak malo jest grup, ktore organizuja, to chyba jednak znaczy, ze to moze byc niewykonalne, a napewno ja bralam to pod uwage, ze bedzie to wymagalo wiele wiedzy, ktorej nie posiadam i moge nie zdobyc. Nie wierzylam, ze uda mi sie spelnic to marzenie, albo moze jednak wierzylam w to, tylko nie bylam pewna? No napewno nie spodziewalam sie tego, ze nastapi to az tak szybko.

Pamietam, ze majac 16 lat stalo sie cos, co sadze ze zapoczatkowalo moja droge przez wielkie wyboje, pewnego lata kiedy akurat bylam na koncercie w Parku Chorzowskim w "kapeluszu" zagral tam wtedy m.in. zespol Ebola Cereal, to bylo zabawne zdarzenie, bo wpadl mi w oko perkusista, ale i bylam zachwycona glosem wokalisty, ja od zawsze bylam osoba otwarta i wygadana ale i nie dosc pewna siebie i jak zapewne wiekszosc nastolatek mialam niska samoocene, wiec, kiedy podeszlam do chlopakow po koncercie, moja rozmowa z nimi skonczyla sie na tym, ze bylam zachwycona ich wystepem, skad sa i czy jest jeszcze szansa ich uslyszec gdzies na slasku. Okazalo sie, ze perkusista nawet mieszkal po sasiedzku. Wiadomo na tym sie skonczylo gadanie. Kto by tracil czas na malolate (zwlaszcza ze oczywistym jest chlopcy sa ode mnie troche starsi, a raczej mezczyzni), ktora podchodzi do nich po koncercie i pierdzieli jak to oni sa super, przerabiali to przeciez napewno nie raz.
Jakis czas pozniej, przypadkiem spotkalam perkusiste wspomnianej kapeli, ma na imie Jacek, no i rozmawialismy, opowiedzialam mu, ze marzy mi sie zrobienie koncertu, ale zielonego pojecia nie mam jak mialabym to zrobic, a jak robic cos takiego, to nie chcialabym popelnic jakiegos bledu na starcie, opowiedzialam tez ze chce tatuowac i duzo rysuje, na co wkoncu sie dogadalismy, ze ja zaprojektuje mu logo dla jego baru cateringowego (jest barmanem jako jego drugie ulubione zajecie) a on wtedy mi powie od czego mam zaczac i pogada z chlopakami jak i postara sie ich przekonac, aby zagrali na moim debiutanckim koncercie, na ktorym bede pelnila te wymarzona role promotora. Tamten czas bylam bardzo blisko z moja kochana Eilen, jej ten pomysl o organizacji tez bardzo sie spodobal, miala wtedy 14 lat (ale powiem Wam szczerze, nie znam zadnej osoby w takim wieku, ktora by mogla sie rownac z jej inteligencja, odpowiedzialnoscia i wiedza a przy tym nie wywyzszala sie przed nikim niczym, jej wiek poprzez zachowanie wskazywal 20 lat lekko) i ja 16 lat - kto nam zaufa?! jeden zespol to przeciez za malo... okazalo sie, ze kolega Eilen gral wtedy na perkusji w kapeli, nazywali sie Train In Vain. No to ok, mamy dwie kapele, mam mozliwosc, co zrobic by sie dowiedziec jak zaczac, a wiec do dziela, zrobilam projekt, ktory ostatecznie spodobal sie Jackowi, tym samym w jakis dzien zaprosil mnie na sok do baru, w ktorym wowczas pracowal i wtedy mi wszystko zaczal opowiadac. Bylam pelna wiary, ze z taka pomoca na start i z kolezanka, ktora rowniez sie zaangazowala w to, to nam sie uda.
Ustalilysmy, ze ja zajme sie szukaniem lokalu, bo wiecej na koncerty jezdzilam w okolicach niz Eilen,jak i zajme sie ustalaniem szczegolow z chlopakami z Ebola Cereal, a ona zajmie sie funduszami i dogada sie z Train In Vain bo z perkusista znala sie juz

jakis czas. Znalazlysmy sponsoring na plakaty, ja znalazlam lokal, w ktorym wlasciciel mi zaufal i nawet zgodzil sie na to, aby wejsciowki byly platne, wtedy korzystalo sie glownie z myspace, wiec i promocja ruszyla i nadszedl czas by jakos sie nazwac, nie? Jakie to byly dyskusje.. w 2008 roku zrobilo sie pelno Hello Kitty.. obie nienawidzilysmy tego kota, ktory jedyne co w sobie mial to pomysl z brakiem mimiki... wszystko bylo zwiazane z tym pierdolonym bialym kotem z kokardka i bez pyska, wtedy wpadlysmy na pomysl: GoodbyeKitty Crew. Tak, to bylo to. Wejsciowki kosztowaly 7zl, dosc wysokie jak na dwie nikomu nie znane kapele w dodatku organizowane przez dziewczynki, ktore nie sa nawet pelnoletnie.
Nadszedl sadny dzien. Kapele dojechaly, chlopcy sie zaczeli stroic, ludzie zaczeli przychodzic, i przychodzic i przychodzic... i wiecie co? Po oplaceniu wszystkiego co bylo trzeba zostalo nam 400zl nadwyzki!! Wyobrazcie to sobie, jakie emocje nami targaly? Radosc, duma, determinacja, zacheta i przede wszystkim motywacja! Spelnilo sie moje marzenie i w dodatku wszyscy byli zadowoleni, a na nastepny koncert mialysmy juz jakis wlasny budzet. Wlasnie, budzet.. odkad padl pomysl, by chciec organizowac koncerty na powaznie, jedno sobie z Eilen ustalilysmy zgodnie, bez nawet zadnych watpliwosci, nie chcemy zarobku, nie o to tu chodzi, chcemy wyjsc na zero tak, aby kazde z nas bylo zadowolone, jak i my tak i kapele, bo po to to robilysmy, by z naszego wlasnego "widzi mi sie" stworzyc cos, jakies wydarzenie, na ktorym kapela ma reklame, dobrze sie bawi, jak i publika, a my nie musimy sie tym afiszowac, siedzimy z boku i patrzymy co stworzylo to nasze "widzi mi sie" :) ta adrenalina, stres, ogrom pracy, jak zawsze masa komplikacji, to wszystko staje sie warte tego, co dzieje sie pozniej, gdy kapela zaczyna grac. Magia w czystej postaci... Nie wiem jak to powiedziec, mialam farta? Bardzo tego pragnelam i dazylam do tego? Powiedzialabym, ze jedno i drugie.. Te wiele lat wstecz mialam obrzydliwie ogromna wiare w ludzi, a kazde rozczarowanie bylo dla mnie nie do udzwigniecia, wiec sadze ze wszystko szczescie, sumiennosc, pracowitosc, uczciwosc, pokora i motywacja oraz wsparcie sprawily ze nam sie to udalo.
Pierwszy koncert zorganizowany przez GoodbyeKitty Crew odbyl sie 05.12.2008 roku w Klubie Źródlo w Katowicach, a zagrali Train In Vain i Ebola Cereal, w kolejnosci od tylu.

Niedlugo pozniej postanowilysmy znow zaryzykowac, mialysmy wkoncu obiecujacy start i olbrzymia wiare, ze sie znow uda. 4 miesiace pozniej odbyl sie drugi koncert.
GoodbyeKitty vol.2 w dniu 13.03.2009 roku w lokalu Carpe Diem, dobor kapel byl juz bardziej moj niz Eilen, poznalam wokaliste Swiniopasa, dzieki kolegom pracujacym wtedy w Studiu Tatuazu Tabu, wiec zaprosilam go na koncert, Owiec byl dla nas niesamowicie mily i doradzal w wielu kwestiach, jako ze sam zajmowal sie organizacja wtedy juz jakis czas, pomijajac juz fakt, ze gra w kapeli.
To juz byl Swiniopas. Mielismy wielu wspolnych znajomych z Eilen no i nasz kolega Dominik, jak sie okazalo byl perkmanem kapeli o nazwie Choose The Way (juz niestety chlopcy wspolnie nie graja a szkoda), chlopcy tez zgodzili sie zagrac.
Ostatnia kapela to juz moj osobisty wybor, no zakochalam sie w ich innosci, Noise Division, do dzis mam ogromny szacunek do tej kapelki, a zwlaszcza do charyzmy wokalisty. Oni rowniez zgodzili sie u nas zagrac, co wprawilo mnie w wielki zachwyt.
To mamy juz pelny sklad. Plakat zrobil nam juz kolega, inny zaoferowal, ze pomoze nam przy zdjeciach. No bylo super.
Dzien koncertu, widze Jacka z wczesniej wspomnianej kapeli Ebola Cereal i widze, ze ktos z nim jest, okazuje sie, ze moglysmy udzielic swojego pierwszego w zyciu wywiadu dla portalu mmsilesia..niby nic takiego, ale dla nas ten dzien byl cudowny, naprawde cudowny, nie pamietam ile bylo na plus i czy w ogole.
Napewno nie bylysmy stratne, za to bylysmy naprawde zachwycone, ze to wszystko dzieje sie juz drugi raz, no i przede wszystkim, to kurwa naprawde to sie dzieje i sie w dodatku udaje.
Podczas organizacji przy trzecim koncercie ja nie bralam udzialu w doborze kapel, ani nie bylo mnie obecnej z innych powodow w dniu koncertu, tak wiec nie bd nic opisywac, bo sklamac nie chce, w kazdym razie GoodbyeKitty Crew wspolpracowalo z UNHUMAN Clothing w ich Crisis Tour, w dniu 2.05.2009 w Carpe Diem zagrali: Swiniopas, Unity Of Blood, Dispel The Crowd i Born Anew. W zasadzie nasz angaz w koncert polegal w wiekszej mierze na promocji i promotorstwie (i tak wielki zaszczyt ze moglysmy i ze ktos uznal ze damy rade) niz na aktywnym dzialaniu, w zasadzie Owiec wszystko sprawnie i dobrze zalatwil. Zaluje do dzis, ze nie moglam byc obecna z powodu sil wyzszych, zupelnie ode mnie nie zaleznych.
Pozniej sie pokomplikowalo.. Eilen pojechala na wymiane uczniowska do Finlandii na rok, ja wpadlam w dosc kiepskie towarzystwo, a w 2010 roku urodzilam juz syna majac te niepelne 19lat, wiec troche bylo nam ciezko sie zgadac, bo Eilen miala problem ze szkola po powrocie (biurokracja sracja), a ja dziecko obowiazki, nowosci. Postanowilysmy zawiesic dzialalnosc.. Bardzo dziekuje losowi, ze moglam pierwsze koncerty zorganizowac ze wsparciem Eilen. Nie poznalam jak dotad nikogo tak oddanego, kto tak jak ja czerpal wieksza radosc z dawania radosci niz otrzymywania zarobku. Nigdy nie zapomne tych dni, tych emocji, tej adrenaliny.. na przelomie 2 lat w zasadzie z odstepami kilka mcy odbyly sie 3 edycje GoodbyeKitty z udzialem Eilen. Za co cholernie jestem wdzieczna, ze to zaczelo sie wszystko akurat z nia, bo przeciez moglo sie z kim innym w ogole nie zaczac.

Bardzo dobijala mnie ta zawieszona dzialalnosc, czulam ze to mnie przygniata zwlaszcza, ze otrzymywalam mejle od kapel, ktore proponowaly sie jako support.. Nie wytrzymalam dlugo z nic nie robieniem. Ogolnie to ja nie zamykam sie na muzyke, kazda do mnie przemawia niewazne czy to Rap, Dancehall, Dubstep, Hardcore czy Rockabilly, ale lubie sczegolnie klimaty Punk i Oi!, a wczesniej robilysmy koncerty kapelom Hardcore (bez wymieniania odmian) ale konsultowalysmy wowczas terminy naszych imprez z grupa St8 2 Ur Face z racji, ze nie chcielismy sobie w droge wchodzic i byc konkurencja, choc to dla mnie abstrakcja, bo organizowali koncerty juz naprawde konkretnych kapel zza granicy jak m.in. Grankapo, No Tourning Back, xKingdomx, Clinica Muerte, Hard Work i wielu innym. Jako ze w 2010 roku (pod koniec) nic sie nie zmienilo, to uznalam ze na Slasku nie ma prawie w ogole koncertow Oi! a najblizej odbywaly sie one przewaznie w Gliwicach na squocie skad wrocic po polnocy to rzecz nierealna, a jako ze juz bylam mloda mama, w dodatku samotna, to wiadomo, gdzie ja tam jezdzic jeszcze bd wszedzie.. uznalam ze chce bardzo zrobic koncert, no mam cisnienie jak cholera, a doszlo do tego jeszcze wieksze parcie, by na jakis moc sie wybrac, no to wsio trzeba cos zrobic z tym.


Kolejna edycja Goodbye Kitty Vol. 4 To moj najwiekszy sukces w "karierze" a odbyl sie 12.02.2011 roku w "KULTOWA"
zagrali: Zaloga Andrzeja, Bachor oraz Podworkowi Chuligani, powiem szczerze, odkad uslyszalam w wieku 14 lat utwory Bachora i Podworkowych Chuliganow, marzylam by ich zobaczyc na scenie, bylam fanka, zobaczylam ich na scenie i wiele mi pomogli, nie sadzilam ze takie cos mnie jeszcze dodatkowo moze spotkac. Sadze, ze dobrze jest miec male ale realne marzenia, jak i te wieksze. Bo te male marzenia, ktore sie spelnily, duzo poprzez
jakies szczescie do ludzi, ktorych poznalam po drodze do spelnienia no i duzo przez samozaparcie i upor, oraz wiare, ze to sie jednak moze udac.


Z tym koncertem wiazalo sie wiele stresow, czy przypadkiem publika nie rozniesie lokalu, czy bd wyplacalna bo koszty wzrosly z ogromnym przebiciem od kazdego poprzedniego, czy wyjde na zero, bo obawialam sie dlugow, czy sprzet i naglosnienie bd odpowiednie, a nawet czy przygotowane jedzenie przez moja mame bd dla nich smaczne, heh, ale juz grupa sie powiekszyla o kilka osob, wiec fotograficy byli na miejscu, pani grafik rowniez jak i kolega ktory wtedy ze mna robil organizacje, oraz przyjaciel ktory pracowal w Kultowej, ochrona na swoim miejscu, kapele dotarly.. co cudowne mielismy patronat medialny od wielu roznych grup, organizacji a nawet reklame w samym Antyradiu... no i zaczelo sie.. na lokal mieszczacy 200osob - dokladnie 527osob(liczylam) ja dopiero po wiekszej polowie trwania koncertu moglam odejsc od bramek. Nie spodziewalabym sie.. Bylam najszczesliwsza na ziemi..
a kto by nie byl? Radosc, duma, euforia, motywacja. Nic wiecej nie trzeba mowic.


W dodatku jednym z fotografow byl Pioro, redaktor strony www.punxnotdead.pl i napisal fotoreportaz o supporcie z tego koncertu Zaloga Andrzeja wiec spelnil sie kolejny punkt na jakim mi zalezalo w organizacji, by moc udostepnic scene dla mlodych kapel, ktore chca sie pokazac, bo nigdy nie wiesz kto przychodzi na koncert, a moze w ten sposob, ulatwisz mlodym talentom droge dalej. Sadze, ze poniekad sie to udalo, bo graja swietnie, bardzo dobrze na zywo i polecam Wam posluchac jesli lubicie muzyke w punkowo oiowo ska klimatach.

Teraz popatrzcie. Moje "ujebalo mi sie" sprawilo ogromna radosc i satysfakcje mnie, reszcie grupy to napewno, byla to wkoncu tez i reklama jak rowniez i utarg dla lokalu, wiec sila rzeczy szefostwo i barmani byli zachwyceni, kapele dobrze sie bawily- bylo to naprawde widac, a publika szalala, wiele pochwal otrzymalismy za ten koncert, a ja w tym momencie czulam sie cudownie, bo nikt mnie nie traktowal inaczej, stalam gdzies z boku i moglam patrzec ilu ludzi przez moj wymysl sie usmiecha, cieszy i dobrze bawi.. to uczucie, jest tym, ktorego nie mozna opisac, ale wiem tez dzieki temu, ze chce sie dalej w rozny sposob sie przyczyniac, do ich wzbudzania dalej dopoki mam w sobie samopasje.. Odnalazlam po raz pierwszy po tym koncercie to co chce w zyciu robic, i nie chodzi o konkretny zawod, a raczej o to co chce przez swoje decyzje osiagnac, to uczucie spelnienia sie w rozny sposob, lecz po to by wzbudzic w ludziach pozytywne emocje, tym samym sama czerpie ogromna przyjemnosc. Wiec rownowaga w przyrodzie zostaje zachowana, a to uszczesliwia a w zadnym wypadku nie szkodzi.

Prawdopodobnie nikt nie zrezygnowalby z takiego zajecia, przy takiej odpowiedzialnosci, stres czy wiele problemow niezaleznych od organizatorow to nieraz nie lada wyzwanie, ale warto, wkoncu mozna dzieki temu miec w swoim zyciu wiele malowniczych i niezapomnianych wspomnien. Ja do nich czesto wracam, kiedy dopadnie mnie jakas handra i ciezko mi nie popasc w depresje, wowczas sobie mysle. Wtedy mi sie udalo to i to, i co teraz mam sie poddac bo z inna sytuacja czy zdarzeniem/zadaniem mam problem? No chyba nie bardzo. Takim wlasnie "szlagiem w twarz" nie raz sie podnioslam z objec zrezygnowania. Oczywiscie, nie kazdy patrzy na zycie tak jak ja, i dla niektorych liczy sie zysk, ale dla mnie liczylo sie zupelnie co innego, jesli byl zarobek, to byl tylko dodatkiem.
Rok pozniej zrobilam kolejny koncert GoodbyeKitty Vol.5, to byl ciezki okres i proba dla mnie na zorganizowanie go, oczywiscie nie bylam z tym sama, mialam kolege ktory chcial wstapic na miejsce Eilen, ale odleglosc 100km od miejsca koncertu no wiadomo, ciezko, jednakze dalam rade, wiem co bylo przyczyna tego, ze nie bylo tak jak powinno byc, ale nie ma co sie tym zamartwiac, tym samym koncerty GoodbyeKitty Crew staly sie coroczna tradycja. A napewno wtedy jej poczatkiem.
31.03.2012 roku zagrali: Degeneracja, Skunx, Bachor oraz
Bulbulators. Support byl kolejnym strzalem w dziesiatke, obiecalam chlopakom, ze jak bd mogla przyjde posluchac, bo nie slucham

ogolem supportow przed wystepem na zywo, bo jestem zdania, ze to ich szansa, aby sie wykazac warsztatem, talentem i tym jak rozruszaja publike i zwykle wole posluchac na zywo, wtedy mozna cos faktycznie powiedziec, no to ide na ostatnie dwa kawalki pod scene, ja patrze.. kapela bez koszulek I CZESC PUBLIKI.
No kurwa, tak nam rozgrzali publike doslownie i w przenosni, ze wszelkie problemy nie mialy juz dla mnie takiego znaczenia, bylam

szczesliwa, dalej to juz ta sama bajka co poprzednio.. Jedynie bylam zla na pana ktory zajmowal sie dzwiekiem, bo chyba zapomnial gdzie bylo jego miejsce i sie wtracal w sprawy organizacyjne, ale poza tym bylo naprawde dobrze. nie moge
narzekac.. Bardzo dobrze wspominam ten koncert, i ciesze sie na same wspomnienia z tego dnia.
Nastepny rok, byl juz ostatnim dla GoodbyeKitty Crew. Bardzo kiepskie zaangazowanie, niestety tym razem nie bylam zbyt zadowolona z efektow.

Nie wszyscy sie przylozyli do swoich obowiazkow, tak jak w poprzednich latach, ale promocje zawalil ktos, kto sie tego podjal, niestety to byl juz 2 wspolorganizator, ktory nie dorownal zaangazowaniem jak Eilen, nikt jej nie mogl dorownac, no a ja niestety nie mialam pewnych mozliwosci by ogarniac wszystko sama mieszkajac 100km od Katowic, wiele sie popelnilo bledow i nie dogadalo jak nalezy. Koncert sie odbyl, bylam zachwycona faktem, ze moglam poznac osobiscie kapele z Czech, odwazny krok to byl dla mnie, bo po raz pierwszy zaprosilam kogos kto nie jest z Polski. wtedy dwie kapele byly czyms nowym, support, ktory gra Psychobilly wiec kolejna nowosc jak i kolejna kapela, ktora gra bardziej Rockabilly, chcialabym robic wiecej koncertow Psychobilly, Rockabilly i Horrorpunk, ale GoodbyeKitty vol.6 uswiadomil mi smutna prawde, ze Polska jeszcze nie jest na to gotowa.
4.05.2013 roku zagrali: Tony Tarantula & His Bastard, Headless Babies, Tora Tora Tora, The Sandals oraz czescy Pilsner Oiqueel. Wszyscy zagrali naprawde dobrze, ale promocja to jednak duzo. Bylo o wiele mniej ludzi niz sie spodziewalam, no coz bywa i tak, zaskoczona nie bylam, bo nie bylo promocji w zasadzie, a jak wiadomo to bardzo wazna sprawa. Ale koncert jak i afterparty bylo zacne, no i poznalam niesamowitych artystow. Nie mam czego zalowac, raz jest z gorki a raz mozna sie wywrocic i jest troche pod gorke, bywa i tak. Jest to troche smutne, bo nie tak mialo byc, ale wszystko czegos uczy, a ja swoje wnioski wyciagnelam.

w 2014 roku postanowilam zawiesic dzialalnosc na czas nieokreslony. Jednakze nie zamierzam rezygnowac z organizacji, uznalam ze zaczne organizacje koncertow pod inna nazwa, chcialabym zajmowac sie roznymi kwestiami organizacji, nie tylko koncerty, ale GoodbyeKitty Crew, to dla mnie szczegolnie sentymentalna nazwa, z ktora wiaze sie bardzo wazna czesc mojego zycia. Nie zawiesilam dzialania przez jeden nieudany koncert, rok 2013 byl chyba najgorszym jaki moglabym sobie wyobrazic, wiele na mnie spadlo problemow w zyciu prywatnym, ktore uniemozliwialy mi jakiekolwiek myslenie o podjeciu odpowiedzialnosci za koncert, doszlo tez to, ze nie potrafie znalezc odpowiedniego lokalu, bo kochana "Kultowa "zostala zamknieta, a bez dobrego sponsoringu, nie chce ryzykowac dolozeniem sobie kosztow wynajmu lokalu juz "z wyzszej polki" choc i to moze ulec zmianie, bo nie wiem sama co mi moze pewnego dnia do glowy strzelic. Wiem, ze tesknie za ta adrenalina, wiec na roku 2014 sie nie skonczy calkowicie. Te 6 lat dzialalnosci byly dla mnie czyms wiecej niz zabawa. To stalo sie juz poprostu czescia mnie, za ktora tesknie jak cholera.

Pragne tym opowiadaniem pokazac Wam, ze gdy sie czegos bardzo pragnie, to mozna to osiagnac, nie ma rzeczy niemozliwych, jesli sie bardzo chce i ciezko na to pracuje, nie kazdemu moze to tak sie fartownie udac jak mnie, ale ja nie zamierzam sie poddawac, wrecz przeciwnie, ja sie juz dawno nie poddalam, spelnilam marzenie i przy tym kilka mniejszych, poprostu stalo sie to dla mnie odskocznia od codziennosci, moze uda mi sie kiedys skonczyc kierunek ze specjalizacja i organizacja imprez masowych stanie sie moim zawodem na papierze i kto wie, moze pojde jeszcze dalej.. Czas pokaze, zycze kazdemu sily i pasji w dazeniu do spelnienia marzen.
Ps. Zdaje sobie sprawe, ze wielu z was pewnie zalewa krew czytajac moje wpisy, przy ktorych nie uzywam polskich znakow, jednakze, ja nikogo nie zmuszam do lektury, wiec wykorzystuje wolnosc wyboru i pisze sercem, a tak biegle jest mi zwyczajnie latwiej. Moge jedynie zapewnic, ze bd nad tym pracowac, aby nastepne posty wygladaly tak jak polska pisownia nakazuje. Pozdrawiam.