
Jest wieczor, pozornie smutny, cichy... i tyle slow klebi sie we wnetrzu mnie, niczym wielka bomba slowotoku, o czym mysle co czuje, czuje wielka niewiadoma, mowiaca mi ze nie ma w tym zyciu nic pewnego, ze nie ma o co walczyc, bo kiedy wspinam sie w gore cos nieuchronnie zwala mnie na sam dol? a moze to ja nie umiem utrzymac pionu waham sie po krawedzi istnienia i bezkresu niczym cyrkowiec na wysokosciach ukazujacy akrobacje na linie, a co kiedy rownowage utrace i spadne w tej krawedzi w totalna czern i pustke? boimy sie uczuc boimy sie ryzyka, obawiamy sie zejscia w otchlan nieustajacej depresji krzyczacej niemym dzwiekiem z kazdej mikroczasteczki nas i naszego ja wewnatrz, stajemy sie cieniem czlowieka, a moze bezustannie toczymy walke z naszym wlasnym cieniem pozwalajac mu na przejecie naszej tozsamosci jedynie z powodu braku checi istnienia i wiary w troske dla nas samych?? co jesli jestesmy zbyt dobrzy, by przyznac ze jestesmy na ten swiat za dobrzY? ze bedac milczaca nacja nie musimy byc juz niema generacja? co jesli nasze rozbite juz lustra wciaz sa falszywa iluzja dla i wobec reszty spoleczenstwa? tyle niewiadomych, a co z blahymi sprawami? tak ciezko nam mowic o uczuciach, tak ciezko nam sie otworzyc, mamy tak malo do powiedzenia? mamy tak malo do wykrzyczenia? tak bardzo boimy sie oddac tego, bo to jedyne co "nasze" a empatia? tak malo osob potrafi jeszcze czuc, ze potrzeba nam upadku ze schodow abysmy przypomnieli sobie, ze jeszcze potrafimy. co zrobilismy z naszym zyciem, zimno, chlodno, a my sami niczym lodowe pokrywy probujemy wywiercic jakies dziury, rozbijac te tafle dzielace nasze serca, by choc na chwile cos czuc, nie chcac zamarznac bezpowrotnie, ale czy mamy na to sile? jak powiedziec drugiej osobie kocham Cie tak by rozgrzaly te slowa te chlodne puste miejsca, jak przekazac ten plomien by rozpalic ten plomien nadzieji , by siedzac obok siebie, czuc te milosc, czym ze jest milosc w tym swiecie przepelnionym skrajnosciami bardziej na stronie nienawisci?
tyle mamy do powiedzenia, tyle do pokazania, boimy sie marzyc, boje sie marzyc... ale czy boje sie naprawde? czy juz poprostu sil brak na zniesienie kolejnego bolu zwlaszcza ze milion razy juz kazde z nas dzwigalo bol zadany w plecy, czyz nie powinnismy sie otworzyc przed soba ? dlaczego tak zamykamy sie w naszych pojemnikach termicznych zludnie dajac cieplo, ktore nie jest na zewnatrz, nam sie wydaje ze jest czesto sami sie oszukujac, ale cholera, kto probowal przebic sie przez te powloke? poczulam milosc, poczulam cala soba, calym cialem, calym sercem, cala dusza, umyslem, poczulam jak kazda czesc ciala wykrzykuje imie owej milosci jak i odczuwa milosc od niej, jak dusze zjednane czuja sie wzajemnie, pragnelabym w nieskonczonosc czuc to, trwac w tym, byc tym zjednoczeniem pochlonieta, lecz pewnosci nieskonczonosci istnienia tej chwili nie mam zadnej, mam czucie, nadzieje, wiare, mam poczucie ze poznalam cos, czego wielu nie moglo, nie chcialo, balo sie, poczulam i to wazne, marze by czuc to wszystko za kazdym razem kiedy nasze palce splataja sie w jedna calosc, marze by dreszcze przechodzily mnie za kazdym razem kiedy nasze spojrzenia stykaja sie marze by te chwile trwaly w nieskonczonosc, marze o tym, bo to najpieknniejsze co czlowiek poznac moze i najmniej trwale bo pozornie ulotne, czuc lecz nie posiadac, ah jakze piekne moze byc zycie, kiedy wspomnienia powracajace przywoluja to uczucie, ta niestalosc wowczas zanika w nicosc, liczy sie ta i obecna jedyna chwila, ktora przywoluje, niemalze wskrzesza to uczucie,
oh, jakze kazdemu zycze by mogl choc raz przez moment poczuc to, nawet bol rozstania, ktory swiadczy, ze to co bylo, bylo autentyczne, az lzy cisna sie do oczu, skrajnie zmieszana radosc z rozpacza, szczescie ze smutkiem, milosc z cierpieniem, jestesmy jednym, mozna podzielic wszystko, tesknote ze strachem, milosc z pozadaniem, jednosc z samotnoscia, ale wciaz to jedno jakie nauczylismy sie oddzielac zupelnie niepotrzebnie, jakze pieknie jest moc cos takiego opiac, jakze piekni jest miec cos pieknego do powiedzenia i oczekujac kazdego powrotu z nadzieja na ponowne poczucie tego, ta niewiadoma w swej skrajnej teksnocie i rozpaczy jest piekna, bo pieknie jest miec na cos/kogos czekac, to piekne jest tesknic, kiedy jeszcze do niedawna nie istnialo nic co mogloby takie uczucia wzniecic, ten plomien sie tlic bedzie juz oby do konca, choc nie wiem napewno, nie wiem niczego, lecz mam nadzieje, mam nadzieje, ze znow bede mogla napisac cos pieknego... my istoty czujace, jakze jestesmy pieknymi istotami, jakze nie doceniamy samych siebie, piekna i urodzaju tej planety, zycia i cech jakie dostalismy wraz z samym istnieniem tutaj, jakze jestesmy zakochani w sobie nieraz, ze boimy sie obdarzyc inna istote tym co mamy w sobie najlepsze, najpiekniejsze... dusze osobno zyjace, w nadzieji na polaczenie i spelnienie, chyba nie o to nam chodzi nieprawdaz? dziekuje codziennie Ojcu za moznosc poznania uczucia jakie probuje opisac, choc zadn slowa tego nie opisza, nie mozna opisac milosci nie da sie, kazda jest pierwsza, kazda jest wyjatkowa, kazdy zasluguje na nia czy to od partnera, czy to od dziecka, czy to dziecko od siostry brata, mamy czy taty, kazde z nas zasluguje na to, by poczuc choc raz. marzyc o niej, czekac na nia, wierzyc w nia, wierzzyc w drugiego czlowieka, pozwolic mu choc raz byc calym swiatem....
marzenia, jednak, mozemy marzyc? marzenia sa niczym iskry podczas wskrzeszania plomienia, my jestesmy niczym dwa krzemienie probujace rozpalic strzeche i dawac cieplo wokol kazdemu, to tak piekne, tak niewiarygodne, ale warte poswiecenia, warte cierpienia, warte czekania, warte starania, mozemy miloscia zmienic swiat, mozemy, ale ilu z was mi w to uwierzy? nie wiem, tak samo jak nie wiem co mi jutro dzien przyniesie, nie wiem czy w ogole jutro nastanie swit. nie wiem nic ptocz tego co czuje.. lecz mimo staran, to co czuje pozostaje niespisane nieopisane, nieznane nikomui dotad, kazde z nas czuje inaczej.... to piekno naszego zycia? byc moze. malo pisze tego "co moje" nie wiem czy nawet potrafie, ale cos kaze mi przelac to co czuje, pokazac, ukazac, byc moze ma to jakis sens... :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz