Tyle slow klebi sie we wnetrzu mnie, niczym wielka bomba slowotoku, o czym mysle co czuje, czuje wielka niewiadoma, mowiaca mi ze nie ma w tym zyciu nic pewnego, ze nie ma o co walczyc, bo kiedy wspinam sie w gore cos nieuchronnie zwala mnie na sam dol? a moze, to ja nie umiem utrzymac pionu - waham sie po krawedzi istnienia i bezkresu niczym cyrkowiec na wysokosciach ukazujacy akrobacje na linie, a co kiedy rownowage utrace i spadne w tej krawedzi w totalna czern i pustke? (a co jesli mozemy latac?)
A co jesli nie wszystkie mysli sa tymi ktore naleza do nas?
Boimy sie uczuc, boimy sie ryzyka, obawiamy sie zejscia w otchlan nieustajacej depresji krzyczacej niemym dzwiekiem z kazdej mikroczasteczki nas i naszego "Ja" wewnatrz..., stajemy sie cieniem czlowieka...A moze bezustannie toczymy walke z naszym wlasnym cieniem? tym samym pozwalajac mu na przejecie naszej tozsamosci jedynie z powodu braku checi istnienia i wiary w troske dla nas samych??
co jesli jestesmy zbyt dobrzy, by przyznac ze jestesmy na ten swiat za dobrzy?
Bedac milczaca nacja nie musimy byc juz niema generacja?
Co jesli nasze rozbite juz lustra, wciaz sa falszywa iluzja dla i wobec reszty spoleczenstwa?
Tyle niewiadomych, a co z blahymi sprawami?
Czy rzeczywiscie tak ciezko nam mowic o uczuciach, tak ciezko nam sie otworzyc, mamy tak malo do powiedzenia?
Mamy tak malo do wykrzyczenia?
Tak bardzo boimy sie oddac tego czegos, bo to jedyne co "nasze" a empatia, wspomnienia, emocje?
Tak malo osob potrafi jeszcze czuc cokolwiek albo moze zechciec zwrocic na to chocby chwile uwagi by w ogole byc w stanie zauwazyc ze dzieje sie cos niedobrego, ze az potrzeba nam "upadku ze schodow" abysmy przypomnieli sobie, ze jeszcze potrafimy - ze chcemy, bo bez tego tracimy wolnosc i istote czlowieczenstwa sama w sobie...
Co MY - ludzie zrobilismy z naszymi zyciami; zimno, chlodno, a my sami skamieniali niczym lodowe pomniki probujemy wywiercic jakies dziury, bez watpienia znajdzie sie grupa tych co pomimo okolicznosci ocknie sie i bedzie probowac sie uwolnic za wszelka cene w ostatniej chwili... Po to beda pragnac rozbijac te tafle dzielace nasze serca, by choc na chwile cos czuc, nie chcac zamarznac bezpowrotnie, ale czy mamy na to gwarancje jakas ze sie w ogole tak da?
Jak powiedziec drugiej osobie "Kocham Cie" w taki sposob, aby przelenic niezwyklym cieplem te slowa - aby rozgrzac te chlodne puste miejsca, roztopic tafle lodowej powloki.?
Jak przekazac ten "żar" by rozpalic choc maly plomyk nadzieji - by siedzac obok siebie w calkowitych ciemnosciach i niepewnosci jutra, poczuc te milosc?
Czym ze jest milosc w tym swiecie przepelnionym skrajnosciami z widzami glownie na perspektywe obludy i nienawisci?
Przeciez tyle mamy do powiedzenia, tyle do pokazania, boimy sie marzyc, boje sie marzyc... ale czy slowem strach jestem w stanie sie wytlumaczyc?
Sil brak na zniesienie kolejnego bolu.
Pojecia nie ma nikt ile do tej pory kazde istnienie dzwigalo bol zadany w plecy - czyz nie powinnismy sie otworzyc przed soba ? Skoro tyle za nami doswiadczen to czego sie obawiac mamy cos jeszcze do stracenia procz zwyklego przyzwyczajenia do tej chorej rutyny?!
dlaczego tak zamykamy sie w pewnego rodzaju pojemnikach termicznych, ktore sami zbudowalismy ze zludzen - to cieplo, ktore nie istnieje na zewnatrz pudelek wedlug wielu "jest prawdziwe" wmawiamy sobie sami - oszukujemy siebie samych i nazwajem bo tak latwiej?!
Cholera, kto probowal przebic sie przez te powloke? - ZAPEWNE NIELICZNI
poczulam chyba kiedys cos co przypominalo milosc - a napewno namiastke tego co mozemy otrzymac, poczulam to cala soba, calym cialem, calym sercem, cala dusza, umyslem, poczulam jak kazda czesc ciala wykrzykuje radosc rozpoznania tej emocji tego uczucia Milosci - prawdopodobnie to wlasnie tak sie czuje czlowiek w momencie gdy dusze zjednane przenikaja sie wzajemnie, pragnelabym w nieskonczonosc czuc to, trwac w tym, byc tym zjednoczeniem ....pewnosci (za)istnienia tej chwili ponownie nie mam zadnej, mam czucie, nadzieje, wiare, mam swiadomosc niezlomna, ze poznalam cos, czego wielu poprzez wiele zywotow nie moglo/nie chcialo/balo sie .... No a ja wlasnie przez chwile poczulam cos pieknego i to wazne - o ile nie najwazniejsze w moim zyciu, dzis marze by byl ktos, z kim poczuje te wiez od pierwszego spotkania, kiedy dusze sie splota znow czuc to wszystko za kazdym razem kiedy nasze palce beda sie splatac w jedna. Marze by dreszcze przechodzily Nas za kazdym razem w momencie gdy nasze spojrzenia sie zetkna... Marze by te chwile trwaly nieco dluzej i na tyle czesto bysmy zapamietac mogli czego od wiekow nam brak, pokazac innym czego szukac, ze warto... Marze, bez utwierdzenia sie w tym, ze ktos taki pojawi sie na mej drodze, wedruje bez pewnosci spelnienia, ale mam po co wedrowac - i tak czynie
Najpieknniejsze co czlowiek poznac moze wg mego subiektywnego zdania to - czuc pewnosc czegos/kogos tej jednej "istoty" LECZ TYM SAMYM nie posiadac, nie moc posiasc jak rzecz i nie chciec tego wcale. Poprostu wiedziec, ze niczego wiecej w tej chwili juz nie potrzeba.
ah jakze piekne moze byc zycie.... wspomnienia powracajace przywoluja to uczucie, ta niestalosc zanika, liczy sie - ta i w tym momencie - jedyna chwila, ktora przywoluje, niemalze materializuje to poczucie.. daje motywacji by sie nie poddawac, przynajmniej mnie, bo chyba wiem czego szukac i co moge dac najblizszym memu sercu i jak milowac kazda istote zycia:)
kazdemu zycze by mogl choc raz przez moment poczuc to czego ja nie potrafie slowami opisac, dobry pozniej staje sie nawet ten uciazliwy bol podczas rozstania z partnerem/partnerka, ktory swiadczy a moze nawet utwierdza, ze to co bylo, bylo autentyczne, niemal namacalne, warte kazdego poswiecenia, choc z tesknoty nie za czlowiekiem, a istota Milosci - az lzy same cisna sie do oczu, skrajnie zmieszana radosc z rozpacza, szczescie ze smutkiem, milosc z cierpieniem, Chyba rzeczywiscie jestesmy Jednym. Mozna podzielic wszystko z wszystkim, tesknote ze strachem, milosc z pozadaniem, jednosc z samotnoscia, ale wciaz to Jedno niewiedzac w jakim celu nauczylismy sie oddzielac - zupelnie niepotrzebnie, choc moze sie myle?
Ta niewiadoma w swej skrajnej bolesnej teksnocie i rozpaczy jest piekna, bo pieknie jest miec na cos/kogos czekac, to piekne jest tesknic za czyms, kiedy jeszcze do niedawna nie istnialo nic prawdziwego, ten plomien sie tli jeszcze we mnie choc samotny to oby do konca.
Nie wiem napewno, nie wiem niczego, lecz mam jeszcze nadzieje, ze znow bede mogla napisac cos pieknego...
Jestesmy pieknymi istotami, smutne, ze nie doceniamy samych siebie, piekna i urodzaju tej planety, zycia i cech dobranych dla kazdego indywidualnie - jakie dostalismy wraz z samym istnieniem tutaj... chyba jestesmy zakochani w sobie nieraz, bo jak wyjasnic mam lub chociaz zrozumiec fakt, ze boimy sie obdarzyc inna istote bliska naszemu sercu wlasnie tym co mamy w sobie najlepsze, najpiekniejsze...
Dziekuje codziennie Ojcu za moznosc poznania tej malej namiastki niezwyklego uczucia jakie probuje opisac po raz kolejny choc nieudolnie - nie jestem pisarzem, wierszy tez nie pisze, mozliwe ze wielu nie doczyta tej koncowki bo wydam sie byc niezrozumiala itp itd... Tak sobie mysle, ze nie mozna opisac milosci, nie dlatego ze jestesmy ubodzy w slowach, ale przez natezenie energii jakie w sobie zawiera wg mnie zwyczajnie nie da sie, co bym nie probowala powiedziec to i tak za malo, kazde slowa wydaja sie byc zbyt blahe, banalne,
Milosc - kazda jest pierwsza, kazda jest wyjatkowa, kazdy zasluguje na nia czy to od partnera, czy to od dziecka, czy to dziecko od siostry brata, mamy czy taty, psa kota czy tez niedzwiedzia kazde z nas zasluguje na to, by poczuc ja choc raz. marzyc o niej, czekac na nia, wierzyc w nia, miec na tyle wiary by spojrzec w oczy drugiego czlowieka, i szczerze pozwolic mu choc raz byc dla kogos calym swiatem.... nie planowac, isc z pradem wody, przekonac sie co sie wydarzy, nikt nie powiedzial ze bedzie latwo i szybko, ale zawsze warto, bo mozna zyskac Nagrode, Graala albo bezcenna lekcje - nie ma kar, nie ma przegranych!


Znow snuja sie same we mnie kolejne nowe mniejsze i wieksze marzenia, jednak, mozemy jeszcze marzyc? dla mnie samej - marzenia sa niczym iskry podczas niewiadomej ilosci czekajacych mnie prob wskrzeszania plomienia, widze ludzi, Nas przyponijacych dwa krzemienie, ktore spotykajac sie -ocierajac o siebie raz delikatniej, raz mocniej - stykamy sie w jednym celu - by pasujace do siebie dwa odlamki tego samego mogly wkoncu rozpalic zmarznieta strzeche i dac cieplo kazdemu - topiac bezinteresownie niezaleznie od jakiejkolwiek woli pokrywy lodowe jedna po drugiej - moze wedlug wielu z Was to zbyt wyidealizowane, wypieknione, pozbawione defektow ale tak to widze, tak chce to widziec bo to tak piekne, tak niewiarygodne, ale przede wszystkim mozliwe i warte poswiecenia, warte cierpienia, warte czekania, warte starania,
mozemy miloscia zmienic swiat, mozemy, ale ilu z was mi w to uwierzy? nie wiem, tak samo jak nie wiem co mi jutro dzien przyniesie, nie wiem czy w ogole jutro nastanie swit. nie wiem nic procz tego co czuje piszac to wszystko - to czesc mnie zawarta w slowach gdzies miedzy wierszami, prawda ktora widza moje oczy i czuje moje serce.. brak tylko dopelnienia oczami z przeciwnej pozornie perspektywy oczami innej istoty ktora nie bedzie potrzebowala moich slow by wiedziec to co ja i uzupelnic te wolne przestrzenie w moim sercu :)
Choc to co napisalam, to co poczulam prawdopodobnie nie zostanie znane tak samo kazdemu bo przeciez kazde z nas czuje inaczej.... to smiem nazwac to pieknem naszego zycia, bo kazdy ma wlasna unikalna historie do opowiedzenia, jak i kazdy ma gdzies kogos takiego z kim wspolnie laczac powiesc moze STWORZYC COS NIEOPISANIE PIEKNEGO dopelniajac sie w Milosci bezgranicznej :)













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz