poniedziałek, 23 marca 2015

Przebudzenie ze snu.

Jak wiadomo nie od dzis, nie wierze w przypadki, no i musze przyznac, ze coraz czesciej czuje sie zaskoczona jakims faktem, jakas reakcja, jakas sytuacja a nawet kims.
Niedawno byla u mnie pewna pani w wieku moze kolo 50lat, owszem na buzi zniszczona od alkoholu, ale tez niesamowicie smutna i wychudzona, byla glodna, prosila o jakikolwiek prowiant, bo miala 2 tyg do renty, a cierpi na raka watroby i renta idzie na jej lekarstwa, sasiedzi moi jej odmowili pomocy, ja jak to ja roztrzepana do granic mozliwosci, akurat bylam pod prysznicem i otworzylam w reczniku, powiem Wam szczerze.. tyle bolu i wstydu nie widzialam juz dawno w jednym spojrzeniu u czlowieka.. poprosila mnie o cokolwiek do jedzenia, moze byc to nawet jedna marchew, opowiedziala swoja historie w skroconej wersji... poprosilam ja aby poczekala na mnie z racji recznika i dyskomfortu, po czym za chwile zaproponowalam tej pani kawe i cos cieplego do zjedzenia.. oczy podeszly jej lzami jednakze odmowila, to poszlam sie ubrac, nastepnie do kuchni, ucieszylam sie z odwiedzin tej biednej kobiety, poniewaz akurat mialam troche za duzo jedzenia i obawialam sie, ze moze sie zepsuc wiec swiadomosc, ze nie zostanie to zmarnowane, a ktos moze nie czuc glodu, no przyjemne z pozytecznym, tak do tego podeszlam, nazbieraly sie dwie duze reklamowki, jedna mrozonek druga tych nie zamrozonych produktow, najpierw dalam tej pani 5 zl do reki by dokupila sobie to czego jej bd jeszcze brakowac, nastepnie wreczylam jej te reklamowki tym samym jeszcze sie wstydzilam, ze tak malo potrzebujacej moge oddac, a na codzien kupuje jedzenia z nadwyzka bo nigdy nie wiem kiedy moje dzieciaki bd akurat mialy wiekszy apetyt, a to sie zdarza. Pozniej zobaczylam twarz tej kobiety, to jak zmienilo sie jej spojrzenie... Niby cos tak oczywistego, ale mnie to naprawde rozbroilo... poplakala sie, dziekowala mi przepelniona radoscia, wdziecznoscia i ujrzalam z jej oczach blysk nadzieji... w oczach widac cala dusze czlowieka, ja zobaczylam ze podarowalam tej kobiecie mala iskierke wiary w lepsze jutro, gdzie w zasadzie nic takiego faktycznie nie zrobilam, odgracilam sobie lodowke i tym samym udalo mi sie komus choc odrobine pomoc przetrwac.. ale nie spodziewalam sie takiej reakcji... zrobilo mi sie cieplej na sercu, w momencie kiedy ujrzalam te iskre nadzieji w oczach, uslyszalam, ze malo juz jest takich ludzi jak ja, ktorzy by chcieli wysluchac i zrozumiec czyjas ciezka sytuacje, sama bylam nie raz na dnie i nie jest latwo sie podniesc, ale ja jestem mloda, to podnioslam sie juz kilka razy, przeciez sama podejmowalam takie decyzje ze na te dno trafialam, bo moglam cos zmienic ale dalej trwalam w swojej "slusznosci" wstawalam za kazdym razem sama, no a taka kobieta, sama zapracowala na chorobe oczywiscie, ale czy to naprawde musi oznaczac, ze powinna byc potepiona, moze stracila wiare i nadzieje ze bd lepiej i nie pozwolila sobie z tego wyjsc  moze nie ma nikogo, nikt tego nie wie procz niej? jej karma jak sadze miedzy innymi jest to, ze teraz zycie zmusza ja do zebractwa, to surowa kara od losu, a ja tej kobiecie wspolczulam i podziwialam za odwage, ze przyznala sie do choroby, tego ze otrzyma pieniadze za parenascie dni (ludzi to zniecheca do pomocy) jak i tego, ze sama sobie to zrobila.. ta pokora.. heh, ona ma nadzieje na cos, a ja mam wiare w kogos.. i kiedy teraz z kims rozmawiam, latwiej mi wierzyc, ze podejmie sluszne kroki, a moze i moje argumenty mu posluza pomocnie. Napewno wierze, ze Ci z ktorymi rozmawiam zaznaja szczescia wiekszego niz te pozorne szczescie ktore utracili.. Zaskoczylo mnie to jak wielki wplyw wywarla na mnie jedna schorowana i glodna kobieta.. po drodze od tamtego zdarzenia bylo jeszcze kilka innych sytuacji, w ktorych zaskoczenia nie potrafilabym w zaden sposob ukryc, ale to mile uczucie :) cos innego.

To piekne, ze czlowiek moze doswiadczac takich sytuacji jak ja w wyzej opisanej. Jesli tylko pozwolimy naszej duszy, naszej podswiadomosci uwolnic nasza (gleboko ukryta swiadoma i czesto zamykana na klucz naszej dumy i ego )wrazliwosc, przekonamy sie, ze to jedno doswiadczenie nawet moze zmienic cale nasze zycie. Mowi sie, ze Anioly sa nadal na Ziemii pod ludzka postacia, wedruja od czlowieka do czlowieka i zwykle w tych najdziwniejszych i najbiedniejszych, najbardziej niepozornych mozna odczuc ich obecnosc, zwazywszy na to co czulam po wyjsciu tej kobiety, ktora nie poszla do innych mieszkan wyzej, poszla pewnie do domu zerkajac w moje okno z usmiechem tak szczerym, a akurat przez nie patrzylam na zewnatrz.. moglabym powiedziec, ze przyszedl do mnie aniol.. wiedzialam, ze chce pomagac ludziom bezinteresownie, ale ta istota przypomniala mi w imie czego to robie co mnie motywuje do tego by w tym trwac i nie ustepowac zmeczeniu czy nastrojom.. Zapewne wielu z Was uwaza to za niedorzeczne, w porzadku macie prawo tak sadzic, pewnie znalazlaby sie osoba ktora by uznala, ze to na nic bo ta kobieta i tak sie napije itp. Owszem istnieje prawdopodobienstwo, ale mnie to nie obchodzi co ta osoba pozniej zrobi, nie jest moja wlasnoscia, a ja pomagajac nie oczekuje, ze zmienie ja w dobrego czlowieka, liczy sie tylko to co wniosla do mojego zycia, i to co jak sadze ja wnioslam do jej zycia.. to bylo tak bardzo niesamowite i zaskakujace, ze odzyskalam na nowo swiadomosc tego, co pragne robic, i dlaczego wlasnie skutki tego sa dla mnie tak wazne, co ja z tego mam, kim
chce byc w zyciu ludzi.. 
Uwazam, ze warto pracowac nad soba, tak by nie potrzebowac zaleznosci od innego czlowieka, by robic cos dla kogos, tak by nie oczekiwac wdziecznosci czy tez nie traktowac tego jak pomoc za ktora tez nam sie cos nalezy, bo zaplate dostajemy od razu, ile razy zrobiliscie cos niespodziewanie i zrobiliscie to z dobrego serca, posluchaliscie wewnetrznego instynktu, ze chcesz pomoc w taki a nie inny sposob, nie zastanawiajac sie nad korzysciami..? Czy nie czuliscie takiej lekkosci w sercu widzac usmiech? nie odczuliscie nadzieji nie do konca sprecyzowanej? nie zrobilo wam sie cieplej wewnatrz i lzej nie oddychalo? Nie bylo to przyjemne uczucie? To wlasnie te emocje jakich wowczas zaznaliscie powinny Wam wystarczyc, jesli nie oczekujecie czegos w zamian, czlowiek staje sie wowczas bardziej LUDZKI, prawdziwy i indywidualny, w zyciu musi panowac harmonia, mamy wolnosc wyboru, ale to nie znaczy, ze nie mozemy docenic obu stron "medalu". Praca nad soba, nad tym by czuc sie z samym soba dobrze sprawia, ze tak samo postrzegaja Cie ludzie i niektorzy moga nawet byc zainspirowani tym, ze da sie odzyskac harmonie wewnatrz siebie. A uwierzcie da sie, czlowiek jesli czegos pragnie to to nastapi, ja nawet ostatnio uzyskalam odpowiedzi na nurtujace mnie pytania i watpliwosci, dowiedzialam sie, ze jednak powinnam sobie ufac, ze moje przeczucia ida w dobrym kierunku, ale nie mysle juz nad nimi czy sa sluszne, myslenie prowadzi do autosugestii ktore maskuja rzeczywistosc, staram sie nie zapominac o tych myslach i watpliwosciach ktore wracaja do mnie jak bumerang, ale instynktownie podejmuje decyzje gdzie szukac odpowiedzi i jak zadawac pytania by je zrozumiec, dlaczego mam watpliwosci i dlaczego powinnam a dlaczego nie powinnam ich miec, pozniej mysle nad swiadomym rozwazeniem tego watku, laczac go z innymi aspektami mojego zycia przekladajac na moje postrzeganie zycia. Nawet mialam okazje przedstawic moj tok myslenia, ktory rozni sie od toku myslenia osoby, ktora pomogla mi wiele zrozumiec i uwierzyc, co cudowne, okazuje sie, ze tez wnioslam cos do zycia tej osoby. Dostalam w odpowiedzi m.in. taki cytat "kazdy z nas jest uczniem jak i nauczycielem" 

Nie potrzebuje recepty na zycie, ani schematu ktorym powinnam sie kierowac, bo to wlasnie to co ukryte, to w co wierze, dlaczego w takim a nie innym kierunku ide sprawia, ze latwiej mi akceptowac zle wydarzenia w zyciu, rozczarowania, czy tez smutek by pokochac je za to ze ucza a zycie kochac jeszcze bardziej za to, ze po burzy wychodzi slonce i jak dobrze popatrzymy ujrzymy koniec teczy do ktorego bd zmierzac w nieznane wiedzac, ze warto za kazda cene dazyc to tego celu wierzac, ze mozemy cos zmienic :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz